Czas, religia i pani w żałobie

Zwolennikom „otwartej ortodoksji”, jak siebie nazywamy w „Więzi”, albo „katolikom otwartym”, jak się nas określa zazwyczaj, krytycy zarzucają niekiedy, że są otwarci na wszystkich, poza nieotwartymi współwyznawcami, których najchętniej wykluczyliby z Kościoła. Generalnie uważam, że to odwracanie kota ogonem, klasyczne „łapaj złodzieja!”, wykrzyczane przez złodzieja samego. Nie przypominam sobie mianowicie, żeby ktoś z ludzi myślących podobnie jak ja kwestionował katolicyzm tradycjonalistów (rzeczywiście niektórzy z nas, w tym ja, zaczęli robić wyjątek dla nacjonal-katolików, gdyż Kościół…

Czytaj dalej…

Czyżby to miał być frazes?

Mam poważny moralny kłopot i piszę to absolutnie serio. Otóż po wakacjach, podczas których udało mi się w znacznym stopniu odizolować od doniesień o sytuacji politycznej, w ciągu kilku ostatnich dni uległem ZBOMBARDOWANIU następującymi newsami: (1) arcybiskup Leszek Głódź wręczył „pierścień Inki” prezesowi TVP za „odbudowanie telewizji i przywrócenie jej słów prawdy”; (2) tego samego dnia wieczorem (tzn. 31 sierpnia!!!) Wiadomości tejże TVP nadały serię materiałów szkalujących Lecha Wałęsę tak bardzo, że chyba nawet w…

Czytaj dalej…

Pochwała zabawy

(zdjęcie pochodzi ze strony diagnostykarozwojudziecka.blogspot.com) Kiedy ostatni raz się Państwo bawili? Przy czym nie myślę o imprezowaniu, ani nawet o grach towarzyskich (czy, tym bardziej, o pasjansach, stylowo oldskulowych, ale przecież mających całkiem współczesną funkcję zabijania czasu), lecz o zabawie. – To znaczy o czym? – wydaje mi się, że słyszę pytanie. Powinienem sięgnąć teraz za siebie na półkę po „Homo ludens” Johanna Huyzingi, ale spróbuję się powściągnąć, bo chodzi o doświadczenie zbyt codzienne i…

Czytaj dalej…

Może morze

To było przed laty, w oczach dziecka, wczasowisko na końcu świata, co oczywiście zwiększało jego atrakcyjność: jedenaście godzin jazdy pociągiem (a jeśli następowało opóźnienie, to i więcej…) czyniło wyjazd na wakacje poważnym wydarzeniem, prawdziwą Ekspedycją, z której nie tak łatwo wrócić. Więc i jeździło się na dwa miesiące, osiem sążnistych turnusów. Nie da się już zrobić kontreksperymentu i nigdy się nie dowiem, czy gdybym w tym czasie spędzał lato gdzie indziej, mój sentyment grzecznie przykleiłby się do…

Czytaj dalej…

To nie mecz

Dwutygodniowa detoksykacja polegająca na tym, że podczas urlopu nie zagląda się (prawie) do internetu, rzuca tylko okiem na najważniejsze wiadomości, przynosi wiele korzyści. Nie ma się czasu ani ochoty śledzić mrowia podniecających doniesień o tym, że pan B. powiedział coś głupiego (jakby kiedykolwiek odzywał się mądrze), pan K. znowu użył poetyki insynuacji („są środowiska, które…”), a pani P. jak zwykle zelżyła kogoś w konwencji źle wychowanej przekupki z lokalnego targowiska. Niewiedza o tym wszystkim –…

Czytaj dalej…

Dzwony i trąbki

„Nie pytaj o to, komu bije dzwon: bije on tobie”. Ten cytat z Johna Donne’a, mojemu pokoleniu znany przede wszystkim jako motto powieści Ernesta Hemingwaya, ledwie uniknął losu zdania z wiersza ks. Twardowskiego o kochaniu ludzi, którzy szybko odchodzą. Oba dotykają powszechnych naszych doświadczeń. W obu jest ta sama mądrość, uderzająca – skoro się już ją wyraziło – każdego. Więc ten cytat przypomniał mi się nagle, kiedy usiadłem, żeby napisać coś o Tomaszu Stańce. Nie…

Czytaj dalej…

Ty, co Rzym wpośród Rzyma chcąc baczyć pielgrzymie…

Z Rzymem jest chyba jak z Barceloną: prawie wszyscy już tam byli przede mną. Co innego Bruck an der Mur albo Lannach, dwie austriackie miejscowości, w których nocowaliśmy po drodze (w Bruck – tam, w Lannach – z powrotem), żeby nie jechać samochodem 1700 km bez przerwy. Rzym? Och, co za banał. Ale Lannach? Czy ktoś z Państwa odwiedził Lannach albo Bruck? To dopiero egzotyka! (Syrenka w Bruck an der Mur) To żarty, ale kryje…

Czytaj dalej…

Podróżować jest…

Podróżowanie niesie w sobie ryzyko zmian. Nie tylko dlatego, że doświadczenia mogą nas przeobrazić. Także dlatego, że nie zawsze udaje się wrócić do świata, który się opuściło. Bo zniknął ktoś ważny i już go więcej nie będzie. A od dawna był tego świata istotnym składnikiem, choć – jak to bywa w przypadku rzeczy zanadto oswojonych – jego oczywistej obecności już prawie nie dostrzegaliśmy. Dopiero pustka ją przywróciła. Podczas tego mojego wyjazdu zniknęły dwie takie osoby….

Czytaj dalej…

Przestroga (oby przedwczesna)

Kiedy ludzie z mojego pokolenia obserwują to, co się obecnie w Polsce dzieje, miewają skojarzenia z PRL-em. Ja oczywiście również. Niestety ostatnio wśród tych skojarzeń, pozwalających rozpoznać mentalność totalitarną w szeregach rzekomo skrajnie antykomunistycznej władzy, pojawiło się inne, nieprzyjemne. Były późne lata 80. W pewnym ośrodku przemysłowym w środkowej Polsce wybuchł strajk, po którym wyrzucono z pracy kilkanaście osób. Pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego postanowili wtedy zrzucić się na stypendia dla prześladowanych robotników; miało je rozdysponować tamtejsze…

Czytaj dalej…

W oczekiwaniu na „Eter”

Wyjazd na Mazury uniemożliwił mi skorzystanie z miłego zaproszenia na prywatny (na razie) pokaz najnowszego filmu Krzysztofa Zanussiego. Znajoma nie tylko facebookowa (z którą politycznie obecnie chyba wszystko mnie różni, a mimo to odczuwam do niej sympatię i szacunek – rzadka i przez to cenna kombinacja), czyli Agnieszka Romaszewska, napisała na FB, że „Eter”, bo taki tytuł nosi film, to „może jeden z lepszych w dorobku Reżysera”. Znając jedynie scenariusz i to niekoniecznie w ostatecznej…

Czytaj dalej…

Premium WordPress Themes