Jeszcze z Budapesztu

Podczas pobytu na targach książki w Budapeszcie (19-23 kwietnia) robiłem sobie ręczne notatki. Teraz mi ich szkoda, bo się trochę przeleżały, ale po powrocie, jak to często bywa, miałem masę rzeczy do „nadgonienia” i nie miałem kiedy zająć się dziennikiem. Więc niech tu się teraz pojawią. Takie notatki: [środa] Przeglądam zakamarki pamięci, zestawiam w myślach daty i niezmiennie wyliczam, że jestem w Budapeszcie czwarty raz. A potem widzę nagle jakiś dom, skrzyżowanie, skwer, twarze pochylone…

Czytaj dalej…

Tallis na Święta

    Jak to brzmiało w monologu śp. Krzysztofa Litwina w Piwnicy Pod Baranami: „jestem wrażliwy na śpiew i inne hałasy”. Ale przyznam, że rzadko mi się zdarza, żeby przesłuchując płytę w sklepie poczuć wzruszenie – może nie aż na granicy łez, znajmy miarę i trzymajmy formę, ale w każdym razie na tyle duże, żeby znajdować się przez tę chwilę Zupełnie Gdzie Indziej. A wszystko za sprawą kompozytora sprzed pięciuset lat, o którym, prawdę mówiąc,…

Czytaj dalej…

Ostatnia prosta

Znooowu dwa tygodnie milczenia! Gdzie te czasy, kiedy pod starym adresem bywało (z rzadka), że zapisywałem notki codziennie! Ale mam poważne usprawiedliwienie. Lepsze niż zwolnienie od rodziców, niż L-4, niż wezwanie do sądu. Otóż jestem naprawdę na ostatniej prostej: jeszcze dziesięć, dwanaście stron i będę miał skończoną powieść. To w praktyce oznacza jakieś trzy, cztery wolne przedpołudnia. Których, nawiasem mówiąc, akurat ostatnio znowu mi brakuje. Ale przecież już były. Już został złapany tzw. rytm pracy….

Czytaj dalej…

O „Niebieskim”

Napisała do mnie MW przypominając, że na koniec Klubu Trójki, w którym rozmawiałem o twórczości Kieślowskiego, napomknąłem, że może na stronie internetowej wyjaśnię – czego nie zdążyłem zrobić podczas audycji – dlaczego tak lubię jego film pt. „Niebieski”. Rzeczywiście jest tak, że do tego filmu mam stosunek szczególny. Ta szczególność polega nie tylko na tym, że rzadko kinu zawdzięczam tak głębokie przeżycie, ale także na tym, że rozumiem (jak mi się wydaje), dlaczego wielu ludzi…

Czytaj dalej…

Mój Nietzsche

Znów długa przerwa w pisaniu dziennika. Trzytygodniowa. Ale ja po prostu zajmuję się obecnie kradzieżą czasu. Z punktu widzenia racjonalnego planowania dobę mam wypełnioną „po wrąbki”. Menisk wypukły się robi, ot co. Tymczasem staram się pisać powieść. Kończyć powieść. Zawiązywać poszczególne wątki, wysmażać puenty. I robię to, podwędzając czas tym wszystkim innym zajęciom, które mają metki z napisem „oblig”, „konieczność”, a nawet „minimum przyzwoitości”. Wyskubuję w ten sposób około trzech godzin dziennie, raz na dwa-trzy…

Czytaj dalej…

Mahomet i Madonna

Dawno tu nie pisałem, ponieważ udało mi się wreszcie wrócić do powieści i staram się poświęcać jej możliwie dużo czasu. A ponieważ wczorajszy spektakl polityczno-rozrywkowy pt. „Rozwiąże, nie rozwiąże” wydał mi się raczej żałosny, niż interesujący, chciałbym wrócić do innej kwestii… Może co najwyżej napomknę, że choć w ostatnich wyborach głosowałem na Platformę Obywatelską, w objęciu władzy przez PiS nie widziałem – inaczej, niż wielu moich znajomych – żadnej narodowej katastrofy. Strategiczne cele partii Kaczyńskich…

Czytaj dalej…

Po audycji

    Nie będę pisał o tragedii w Chorzowie, bo już za dużo słów. I do tego jeszcze to przedwczesne poszukiwanie winnych, którzy – wszystko na to wskazuje – są, ale czy ci, których już wskazaliśmy bez śledztwa? Łatwo mi uwierzyć, że na próbę samobójstwa zdecydował się ktoś może właśnie najmniej winny. Dość o tym. Natomiast poruszył mnie i przygnębił przebieg dzisiejszego Klubu Trójki. Rozmawiałem z Witkiem Beresiem i Krzysztofem Burnetką o ich książce „Niepokorny…

Czytaj dalej…

Małe ogłoszenie

Nie bez satysfakcji donoszę, że 21 stycznia 2006 roku, po wielu latach moich starań, Ukochana i ja wzięliśmy ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego w Kołobrzegu. Ceremonia była z założenia skromna, bez zaproszeń, orkiestry, sypania ryżu itd. Miasto było zaśnieżone, morze – zamarznięte, niebo – zamglone. Więc wszystko w bieli. *     Co tu jeszcze dodać? Na nikim i na niczym tak mi w życiu nie zależało. Po drodze zrobiłem trochę dobrych rzeczy i niemało…

Czytaj dalej…

O czymś innym

[Kindze Dunin odpowiadam we wpisie z 16-01-2006.] Zdaje się, że jako klient salonu samochodowego jestem osobnikiem niekłopotliwym, za to nieco dziwacznym. Kiedy mój peugeot wyzionął ducha ze starości, poszedłem do najbliższego punktu sprzedaży peugeotów i korzystając z obniżki na modele z 2005 roku pokazałem palcem – biorę ten. Żadnych tam jazd próbnych, a już zwłaszcza przeglądania pism motoryzacyjnych i oddawania się marzeniom, że ma mieć dwanaście cylindrów, czerwony kolor, długą maskę i potężne błotniki… Samochód…

Czytaj dalej…

Klaps Kingi Dunin?

W piętkę chyba gonią „Wysokie Obcasy”, albo w piętkę goni ich felietonistka, Kinga Dunin, bo to nie jest normalne, żeby w numerze z 14 stycznia 2006 rozprawiać się z artykułem pewnego autora, zamieszczonym w „Europie” (dodatku do „Faktu”) dziewięć miesięcy temu. Albo się PT Redaktorom pozajączkowały pliki, i wydrukowali stary felieton, albo PT Felietonistka uznała z jakiegoś powodu, że nie ma przedawnienia dla wrogów Jedynie Słusznej Wizji Świata. Trzeba zresztą przyznać, że przykładanie komuś po…

Czytaj dalej…

Premium WordPress Themes