Nie z każdym…

Na warsztatach dziennikarskich wielokrotnie stawiałem studentom pytanie, czy zasada obiektywności mediów ma oznaczać dopuszczanie do nich wszystkich poglądów, funkcjonujących w społeczeństwie, także jawnie niegodziwych i głupich? Odpowiedzi jeszcze kilka lat temu zdradzały, że młodzi ludzie nie widzą problemu: wystarczało im przekonanie, że naturalną granicą wolności (także: wolności słowa) jest krzywda drugiego człowieka, kto więc do takiej krzywdy wzywa, sam się z debaty publicznej wyklucza, kropka. Załatwiało to problem zaproszenia do studia antysemity, zwolennika „dobrej pedofilii”…

Czytaj dalej…

Pod koniec kolejnego odcinka

Ten film miał składać się z czterech części, każda utrzymana w innej konwencji: pierwsza stanowiła thriller, druga melodramat, trzecia science-fiction, a czwarta komedię. Przez krótki czas rodzice nie rozumieli, dlaczego nastolatek nagle bez szemrania wynosi śmieci: tymczasem każde wyjście z domu oznaczało, że w imaginacyjnej telewizji, nadającej program w jego głowie, pokazywano zwiastun, do którego piosenkę „Znikąd” śpiewała Halina Frąckowiak. Lubił występować w tym zwiastunie, przy okazji wymyślał szczegóły dzieła, mającego niewątpliwie zrewolucjonizować światową kinematografię….

Czytaj dalej…

Tylko kwadrans!

Nie wiem, czy widziałem ostatnio trafniejszy mem, niż ten, w którym – na fotosie z „Powrotu do przeszłości” – bohater wsiada do wehikułu czasu, a Doc mówi mu na pożegnanie: „Reguła numer jeden: NIGDY nie ustawiaj wskaźnika na rok 2020”. Usłyszana – jak zawsze przed Bożym Narodzeniem – piosenka Czerwonych Gitar „To był rok, dobry rok, z żalem dziś żegnam go” zabrzmiała mi może jeszcze bardziej fałszywie, niż przed poprzednimi Świętami, choć w 2019 umarła…

Czytaj dalej…

Czekolada, wódka i Psalmy

Wczorajsze doświadczenie późnowieczorne, nocne właściwie – tak mocne, że waham się, czy je upubliczniać. Ale, z drugiej strony, czy wolno nie upubliczniać tego, co się przeżyło w jakimś sensie w imieniu wszystkich, lub ostrożniej: co się przeżyło prawdopodobnie nie w pojedynkę, bo czasy takie, że podobne chwile mogą dopadać innych? I jeśli ktoś nie przełamie naturalnej wstydliwości, ktoś inny zostanie z grozą, której, osobny, może nie da rady?   Zaczęło się znienacka i niespodziewanie, zresztą…

Czytaj dalej…

Szkoła sprzed lat (i dziś)

Michał Oleszczyk na FB zrobił podsumowanie tego, czego nauczyła i czego nie nauczyła go szkoła przez dwanaście lat nauki – i wyszedł mu z tego niezwykle krytyczny obraz systemu edukacji w latach dziewięćdziesiątych. Zbiegiem okoliczności wczoraj późnym wieczorem rozmawiałem o czymś podobnym z żoną (przy czym myśmy chodzili do podstawówek i liceum półtora dekady wcześniej). Co więc zawdzięczam szkole z czasów, nie ukrywajmy tego, dość głębokiego PRL-u (do pierwszej klasy poszedłem we wrześniu 1969, maturę…

Czytaj dalej…

Rzeka. Notatki znad brzegu

Po czterdziestu dwóch latach (!) wróciłem sobie do „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej. Pierwszy raz sięgnąłem po tę powieść znając już chyba film Antczaka – przebicie się w wieku lat szesnastu przez pięć tomów gęstej prozy zawdzięczam prawdopodobnie silnym wrażeniom, wyniesionym z kina. Zdaje się, że pomogła mi też choroba: złapałem późną zimą jakieś zapalenie oskrzeli, z tego powodu przez dwa tygodnie siedziałem w domu i lektura powieści-rzeki mogła mi wypełniać całe dni. Mój własny…

Czytaj dalej…

Mowa trawa – krótki kurs

„Mową trawą” nazywano w okresie tzw. odwilży (1955-1957) wypowiedzi, do tego stopnia nasycone zideologizowanym użyciem języka, że w praktyce nie odnosiły się one w ogóle do rzeczywistości. Stanowiły pusty semantycznie rytuał, zgłaszający przynależność mówiącego do obozu władzy i zrywający możliwość rozmowy – bo przedmiot tej rozmowy został schowany pod warstwą frazesów. Jako filolog zachwyciłem się (na swój sposób) klasycznym użyciem „mowy trawy” we współczesnym oświadczeniu – tak jest ono wzruszająco jasnym, dydaktycznie bezcennym przykładem tej…

Czytaj dalej…

Rachunek sumienia (samoobroną podszyty)

Krytyka, która spadła na Kościół katolicki w Polsce, objęła, może nawet paradoksalnie przede wszystkim, środowiska „katolików otwartych”. Zarzuca się nam (im? – chwilami sam już nie wiem, gdzie moje miejsce, ale jeśli atakują, to jednak NAS), że współtworzyliśmy zmowę milczenia wokół pedofilów w sutannach, że szminkowaliśmy zbrodniczą mafię czarnych swoimi rojeniami o chrześcijaństwie jako humanizmie, że skoro nic nie zrobiliśmy, to jesteśmy współwinni. A jeśli brzękniemy, że niezależnie od kryzysu moralnego INSTYTUCJI,  w chrześcijaństwie znajdujemy…

Czytaj dalej…

Eksperyment na Myśliwieckiej: wyniki

Najnowsze doniesienia z radiowej Trójki budzą gniew i smutek. Nie, nie zmieniłem zdania: mianowanie Kuby dyrektorem miałem za ruch pozorny, do-wyborczy, i dziwiłem się koleżankom i kolegom, że zachowują się tak, jakby widzieli to inaczej. Czy nie było jasne, że bez zasadniczych zmian w zarządzie Polskiego Radia, a tak naprawdę w ustroju mediów publicznych, a jeszcze bardziej naprawdę w całej Polsce, nie ma co wracać na pogorzelisko? Z drugiej strony nigdy dość powtarzać, że w…

Czytaj dalej…

Eseik dla Eleny (długi)

Kiedy spotykam się z Belgiem, Kolumbijczykiem albo Marokańczykiem, jesteśmy sobą, nie przedstawicielami narodów. Ta oczywistość znika w momencie, gdy ja, Polak, spotykam się z ludźmi z dwóch, trzech, może czterech krajów: z Rosji, z Niemiec, z Ukrainy i z Izraela. Chyba nigdy nie czuję tak silnie nacisku historii, jak wtedy. Problem antysemityzmu, Wołyń, II wojna światowa i relacje polsko-radzieckie istnieją w nas obiektywnie, chciane czy niechciane. Trzeba wówczas odnieść się jakoś do roli Reprezentanta Narodu….

Czytaj dalej…

Premium WordPress Themes