Dziwny przypadek pewnej dziewczynki

Wczoraj minęło 160 lat od początku tamtych wydarzeń. Do objawień maryjnych, jak w ogóle do mistycznych przeżyć, mam stosunek… ambiwalentny. To znaczy dogmatyzmem pachnie mi przekonanie, że wszystkie da się zredukować do przyczyn naturalnych (nieporozumień, przewidzeń, samowmówień, przypadków psychiatrycznych) – ale z drugiej strony czuję opór przed uznawaniem, że rzeczywiście dochodzi do naruszenia porządku przyrody i komuś naprawdę objawia się Matka Boska, Jezus Chrystus czy Bóg sam. A kulturowe formy, którymi obrasta zaraz miejsce objawienia…

Czytaj dalej…

Weekendowe porządki

Co jakiś czas staram się obecnie porządkować myśli, które w ciągu minionych dni zdążyły zmienić status z „oczywistości-które-wszyscy-podzielają” na „jeżeli-wszyscy-myślą-inaczej-niż-ja-to-wszyscy-się-mylą”. Kilka kolejnych – dzisiaj: Choćby pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej był dziełem sztuki tak wybitnym, że wprost zwalającym z nóg (a nie jest), pozostanę przeciwnikiem jego wzniesienia – przynajmniej na Placu Piłsudskiego i w dającym się przewidzieć czasie. Mój sprzeciw jest tak stanowczy, że nie oburza mnie nawet wypowiedź radnego PO, zapowiadająca zburzenie pomnika, jak tylko PiS straci władzę…

Czytaj dalej…

Paskudzą wszystko

Nie lubię używać wielkich słów. Nie dlatego, że samych wielkich słów nie lubię. Przeciwnie. Należy im się szacunek i ostrożność w użyciu. Wielkie słowa wypowiadane z byle okazji wycierają się, banalizują; budząc emocje, potrafią na dłużej skleić się z niewłaściwymi kontekstami i przez to stracić swoje pierwotne znaczenie. A my zostajemy niemi, kiedy potem chcemy naprawdę powiedzieć o czymś istotnym. Czytam w dzisiejszej prasie: Mając do wyboru zaprzeczanie wartościom, w które wierzę, zaprzeczanie własnym poglądom…

Czytaj dalej…

Jeszcze raz na temat obecnej awantury

Liczba głosów jawnie niemądrych lub/i niegodziwych przekroczyła moje wyobrażenie na temat tego, ilu może być ludzi wygłaszających podobne opinie. Jednocześnie, ponieważ wszyscy mówią naraz, mam wrażenie, że w gwarze ginie rozróżnienie na to, co jest przedmiotem sporu, i na to, co nie należy do rzeczy. Spróbuję to sobie uporządkować; a jeśli komuś to pomoże, będę się cieszył. Poniższych dwadzieścia (!) punktów próbuje opisać, co wiem (niekiedy uważam lub przypuszczam) na tematy, które w ciągu tygodnia…

Czytaj dalej…

Paradoks odpowiedzialności

Co to znaczy, że „naród odpowiada za coś” lub „nie odpowiada”? Jakiego rodzaju podmiotowość wolno przypisać „narodowi”? W krajach, które nie doświadczyły utraty niepodległości, sprawa jest klarowna: tam „naród” tworzą obywatele państwa. W tym sensie np. „Naród francuski jest odpowiedzialny za wyzysk kolonizacyjny”, ponieważ PAŃSTWO francuskie miało kolonie. Ale my na przełomie XVIII i XIX wieku zostaliśmy zmuszeni do przyjęcia innej definicji narodu, niż „naród polityczny”, bo inaczej musielibyśmy stać się Rosjanami, Austriakami, Prusakami. Od tamtej…

Czytaj dalej…

Nie z każdym, nie o wszystkim

Tadeusz Miciński napisał kiedyś (w dramacie „Kniaź Patiomkin”, jeśli dobrze pamiętam): „Ludzi, którzy chcą być niewolnikami, nie można uczynić wolnymi”. Zastanawiam się, jak przekształcić ten aforyzm, żeby nazwać inne nasze współczesne doświadczenie (choć chyba pokrewne). Może: „Ludzi, którzy z góry wiedzą, że mają rację, nie można zaprosić do rozmowy”? To już nie takie zgrabne, niestety. Co więcej, ma mniejszą siłę retoryczną, bo jest z pozoru obosieczne. To zabawne: najbardziej fanatyczni posiadacze (wedle własnego rozeznania) Obiektywnej…

Czytaj dalej…

We mgle

Już dwa tygodnie mijają od początku tego roku, a na moim blogu – nic nowego. Wzięło się to chyba głównie stąd, że, jak nigdy dotąd, zrobiłem noworoczne postanowienie: obiecałem sobie mianowicie, żeby w 2018 roku pisać tradycyjny dziennik. Tradycyjny, a nawet konserwatywny, bo: ręcznie, wiecznym piórem, w grubym zeszycie i to koniecznie codziennie. Nie journal intime, ale taki, którego znalezienie kiedyś przez kogoś nie będzie przyprawiało o rumieniec i bicie serca. Ale z drugiej strony…

Czytaj dalej…

Przyszłość

W ostatni dzień roku trudno nie zastanawiać się nad przyszłością. Kłopot w tym, że kiedy byłem dzieckiem, popularne były konkursy w stylu „Jak wyobrażasz sobie rok 2000”. No i, na domiar złego, pasjami czytałem wtedy s-f. Kiedy w wieku czternastu lat przebiłem się przez „Fantastykę i futurologię” Lema, nie bardzo rozumiałem zgryźliwość Autora w kwestii prognoz. Swoją drogą: czy futurologia jako odrębna gałąź nauki (?!) przetrwała koniec XX wieku? Nie wydaje mi się, ale może…

Czytaj dalej…

Życzenia na uboczu

Ten obraz Federica Barocciego zobaczyłem przypadkiem – akurat podczas mojego tegorocznego pobytu w Szwajcarii otwarta była w Bazylei wystawa ze zbiorów Muzeum Prado. Nieoczekiwaną zaletą pozostawania wciąż nie-dość-kompetentnym amatorem sztuki są takie prywatne zachwyty: kiedy widzę płótno Rafaela, Botticellego albo Rembrandta, wiem, że to Rafael, Botticelli czy Rembrandt i świadomość, że oglądam Dzieło Mistrza, budzi we mnie samym podejrzenie, czy obraz podoba mi się naprawdę (?), czy też dlatego, że, jak wiem, powinien mi się…

Czytaj dalej…

Ty też?

Sprawdziłem, że poruszanie tego tematu to proszenie się o bęcki. Jednak ponownie zaryzykuję i zwrócę nieśmiało uwagę na ewolucję, czy raczej degenerację, jakiej w ciągu paru tygodni uległa akcja #metoo. Otóż zaczęła się ona (w Polsce) od wstrząsających świadectw kobiet, które doświadczyły molestowania i/lub dyskryminacji ze strony mężczyzn. Było to straszne i zarazem społecznie potrzebne. Ujawniały się OFIARY. Tyle, że w pewnej chwili zaczęło się ujawnianie po nazwisku SPRAWCÓW. Usprawiedliwienie tej zamiany na mnie samym…

Czytaj dalej…

Premium WordPress Themes