Co to znaczy, że „naród odpowiada za coś” lub „nie odpowiada”? Jakiego rodzaju podmiotowość wolno przypisać „narodowi”?

W krajach, które nie doświadczyły utraty niepodległości, sprawa jest klarowna: tam „naród” tworzą obywatele państwa. W tym sensie np. „Naród francuski jest odpowiedzialny za wyzysk kolonizacyjny”, ponieważ PAŃSTWO francuskie miało kolonie.

Ale my na przełomie XVIII i XIX wieku zostaliśmy zmuszeni do przyjęcia innej definicji narodu, niż „naród polityczny”, bo inaczej musielibyśmy stać się Rosjanami, Austriakami, Prusakami. Od tamtej pory niezależnym rządem cieszyliśmy się, jeśli nie liczyć wątpliwego przypadku Księstwa Warszawskiego, raptem pół wieku (21 lat II RP, 29 lat od wyborów 4 czerwca). Ta okoliczność sprawiła w dodatku, że łatwo nam się dystansować również do własnego rządu: wyborcy PiSu chętnie podkreślali, że rząd PO+PSL nie jest ich, ja nie mam ochoty przyjmować na własne konto idiotyzmów, popełnianych przez marionetki Jarosława Kaczyńskiego.

Wypracowaliśmy wówczas koncepcję narodu jako pewnej wspólnoty kulturowo-językowej. Potem (!) doszła jeszcze z pozoru zdroworozsądkowa, ale oderwana od faktów i w dodatku złowroga w skutkach koncepcja narodu jako rzekomej „wspólnoty krwi”. Zostawmy ją: Polakiem jest ten, kto wie, co to bigos i Mickiewicz, umie zanucić „Szła dzieweczka do laseczka”, na Boże Narodzenie stawia choinkę i mówi po polsku – A PRZYNAJMNIEJ SPEŁNIA WIĘKSZOŚĆ TYCH WARUNKÓW.

Tylko w takim razie co z odpowiedzialnością? Odłóżmy na razie na bok zbrodnie, porozmawiajmy o tym, co przyjemne. Mówimy „Nasz naród stworzył bezprecedensowe Państwo Podziemne” i „nasz naród walczył z komunizmem”. Gdybyśmy chcieli mówić precyzyjnie, musielibyśmy przyznać, że żadne z tych zdań nie obejmuje wszystkich ludzi, których mamy na myśli, używając słowa „naród”. Nie znam dokładniejszych oszacowań, ale jeśli w szczytowym okresie w struktury AK było zaangażowanych około 350 tysięcy ludzi, to dołóżmy do tego drugie tyle cywilów (organizujących np. tajne nauczanie) i jeszcze cztery razy tyle pozostających w kręgu oddziaływania tamtych – wyjdzie nam prawie dwa miliony osób, absolutny fenomen, ale we wrześniu 1939 roku Polska liczyła, jeśli mnie pamięć nie myli, 35 milionów obywateli. To tyle w kwestii Państwa Podziemnego. Co do walki z komunizmem, to rozmaicie to wyglądało w rozmaitych okresach, sam na manifestacjach po wprowadzeniu stanu wojennego skandowałem z innymi „Jest nas dziesięć milionów!”, ale na przykład u schyłku lat 70. opozycja to było w najlepszym razie kilkadziesiąt tysięcy ludzi w 40-milionowym kraju.

Oczywiście miło jest stroić się w niezupełnie własne zasługi i pewnie nikomu nie przeszkadza, że według niektórych doniesień o akcji ratunkowej w Himalajach „Polacy uratowali Francuzkę”, choć uratowało ją CZTERECH obywateli naszego państwa, w tym, nawiasem mówiąc, jeden narodowości rosyjskiej. Nieprzyjemnie robi się za to, gdy słyszymy, że „Polacy prześladowali Żydów”, albo w ogóle że „Polacy są współodpowiedzialni za Holokaust”.

Do tej pory zdarzało mi się mówić w takich razach, że działa tutaj logika symetrii: jeśli mam ochotę być dumny z tego, że moimi rodakami są Maria Curie-Skłodowska, piloci z Dywizjonu 303 i Robert Lewandowski, to nie mogę udawać, że moimi rodakami nie byli również szmalcownicy i Feliks Dzierżyński. Ale idiotyczna afera, rozpętana przez grzebanie w ustawie o IPN, każe zapytać o co innego. Co to w ogóle znaczy, że naród (nie w sensie obywateli państwa, ale wspólnoty kulturowo-językowej) jest za coś – za cokolwiek – odpowiedzialny? Czy naród jest podmiotem, któremu odpowiedzialność (więc winy albo zasługi) da się w jakikolwiek sposób przypisać?

Jestem przeciwko odpowiedzialności zbiorowej, więc najprościej mówiąc – uważam, że nie. Istnieją jednak sytuacje, w których grupa ludzi, należąca do narodu, coś robi, a znaczna część tego narodu uważa, że zrobione to zostało (na dobre lub złe) w imieniu wszystkich, i włącza to do mitologii wspólnoty, zwanej „narodową historią”. Nie uznamy za dziwactwo, jeśli ktoś powie, że „w 1974 roku ZDOBYLIŚMY trzecie miejsce na Mistrzostwach Świata w piłce nożnej”, gdyż medal zdobyła wtedy oficjalna reprezentacja kraju, podczas jej meczów, co pamiętam, naprawdę pustoszały ulice, i nawet ktoś, kto kibicem nie był, uczestniczył w powszechnej radości. Nie wzdragaliśmy się, słuchając przed laty piosenki Garczarka ze słowami „Przebacz mi, smutna Bratysławo, Hradcu Kralove, złota Praho, za śmierć jaskółki tamtej wiosny i polskie tanki nad Wełtawą” – bo wprawdzie nikt polskich żołnierzy nie pytał, czy mają ochotę najechać Czechosłowację z innymi armiami Układu Warszawskiego, ale wstyd był wówczas wystarczająco powszechny, a kac moralny dość długotrwały i wśród elity przynajmniej rozpowszechniony, żeby się tym przejmować w perspektywie samopoczucia wspólnoty narodowej.

Ta analogia z sierpnia 1968 roku wydaje mi się tu najważniejsza. Indywidualnie nikt z nas – przynajmniej wśród urodzonych odpowiednio późno – nic do tamtego wydarzenia nie ma. Możemy jednak albo wziąć ten wstyd na siebie (i z satysfakcją słuchać potem jednego czy drugiego Czecha, który wzruszy ramionami i powie, że przecież nie my jesteśmy winni ), albo uznać, że to nie jest nasza sprawa (i wtedy narazić się na sytuację, w której jakiś południowy sąsiad wytknie nam, że przecież także Polacy brali w operacji „Dunaj” udział). To pokazuje paradoksalność „odpowiedzialności narodowej”: im jej więcej, tym jej mniej! Jeśli jasno umiemy nazwać, że nasi rodacy brali udział w czymś niegodnym, to zmazujemy naszą osobistą winę, bo nie ma wątpliwości, że my jako my, konkretni ludzie, nie chcielibyśmy, przeniesieni wehikułem czasu, w tym uczestniczyć.

Dlatego powiem: tak, w tym sensie czuję się jako Polak odpowiedzialny za Holokaust, bo wiem – wynika to jasno z prac historyków – że moi rodacy w czasach, gdy mnie nie było na świecie, w trudnej do oszacowania liczbie byli co najmniej obojętni wobec Zagłady, a równie trudna do oszacowania ich liczba bezpośrednio przyczyniła się do śmierci wielu Żydów, czy to po prostu ich mordując, czy to donosząc – granatowej policji albo gestapo – gdzie się ukryli. Ja bym zaś chciał, żeby moja wspólnota okazała się anielska i w warunkach, narzuconych przez niemieckiego okupanta, uratowała więcej Żydów, niż udało się to zrobić garstce (!!!) Sprawiedliwych. Choć gdybym zapewniał, że wiem, jak bym się w tamtych okolicznościach zachował, byłoby to lekkomyślne i niesmaczne (gdyż „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono” i nie ma co tu szarżować z deklamacjami na temat swojego potencjalnego bohaterstwa).

Natomiast kiedy np. mój były kolega, Rafał Ziemkiewicz, ma czelność w 2018 roku używać dawno zapomnianego, na szczęście, słowa „parch”, to czyni wrażenie, że broniąc WSZYSTKICH POLAKÓW przed zarzutem współudziału w Zagładzie, broni też szmalcowników i ludzi, wówczas, bezdusznie obojętnych, zwłaszcza, że obelżywe określenie Żyda per „parch” było dla nich normalnym obyczajem językowym. I właśnie on, minimalizując naszą winę, zwiększa ją.

Wedle tej samej logiki: rząd PiSu, próbując penalizować stawianie narodowi jako całości zarzutu o współodpowiedzialności za zbrodnie hitlerowskie, paradoksalnie obciąża ów naród winą za to, co się stało i już się nie odstanie. Narcystycznie wykazując większą troskę o dobre imię wspólnoty, niż o napiętnowanie tych jej członków, którzy skalali się antysemityzmem, obciąża nasze wspólne moralne konto.

Dlatego, jakkolwiek z pozoru to dziwaczne, uważam, że dawno nie mieliśmy tak antypolskich w praktyce władz naszego kraju, niż obecne. Wstyd mi – choć nie ja na nich głosowałem.

(na zdjęciu: miejsce po dzielnicy żydowskiej w Lublinie. U wylotu ścieżki, wydeptanej z pewnością bezwiednie wzdłuż nieistniejącej ulicy, przez całą dobę świeci się od 2004 roku jedyna ocalała z tamtejszego getta latarnia, znak pamięci o ofiarach. Foto: JS)

Udostępnij


O mnie



  • Jerzy Sosnowski: „Dlatego powiem: tak, w tym sensie czuję się jako Polak odpowiedzialny za Holokaust…”

    Panie Jerzy, słysząc takie stwierdzenie nikt nie będzie się bawił w dywagacje i rozważał owego „sensu”, natomiast odbierze jednoznacznie i przyswoi to, że jest Pan odpowiedzialny za Holokaust.
    To właśnie dlatego odbywa się od dawna batalia PR-owa o to, by również Polaków obarczyć odpowiedzialnością za Holokaust (relatywizując w ten sposób winę Niemców).

    Tak więc, czy sprawiedliwe i zgodne z prawdą są stwierdzenia?:

    Polacy są odpowiedzialni za Holokaust.
    Jerzy Sosnowski jest odpowiedzialny za Holokaust.

    A może po prostu brzmią one nie tylko niesprawiedliwie, ale i absurdalnie?

  • Dokładnie tą samą drogą możemy dojść do analogicznych paradoksów, że nie żadne niemieckie obozy koncentracyjne i nie Niemcy mordowali – bo nie wszyscy Niemcy… Wyrugowaliśmy (albo wciąż rugujemy) sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”, ale posługujemy się tą samą logiką, która doprowadzić by nas mogła do wniosku, że niemieckie one też nie były… Wpadamy w pułapkę terminologii, ograniczamy się do terminologii, bijemy pokłony terminologii. Nie, nie my. Oni. Para idzie w terminologię. Forma i kult formy. Treści jakoś niewiele, że tak sobie pozwolę na eufemistyczne uładzenie. Najważniejsze jest to, że zmienimy nazwę ulicy z Ofiar Oświęcimia na Ofiar Auschwitz (a może by odmienić? – czekam na następną debatę o formie fleksyjnej. Auschwitz czy Auschwitzu? Wszak polska fleksja swoje prawa ma…). Zabiegi formalno-terminologiczne plus penalizacja aktów pomawiania narodu o zbrodnie (a niech Bóg broni!) niepopełnione – co dalej? co z tą Polska..?
    Pana tekst zabolał mnie do samego żywego mięsa. Tak sobie tutaj Pana ciuchutko podczytuję, ale dzisiaj musiałam się odezwać. Jeśli Pan się poczuwa do odpowiedzialności za Holocaust, to jest nas już dwoje nie-niepokalanych. Pozdrawiam.

  • Obozy były niemieckie, bo stało za nimi państwo niemieckie, suwerenne państwo, które w 1933 r. wstało z kolan i nie dało sobą pomiatać jakimś lewackim organizacjom typu Liga Narodów i dla którego ani traktat wersalski ani własna konstytucja nie były żadnym ograniczeniem. A za szmalcownikami i chłopami z Jedwabnego nie stało żadne państwo, nawet podziemne. Taka różnica.

  • No tak, ale tym samym sensie Żydzi są odpowiedzialni za śmierć Jezusa…. A jeśli chodzi o ów projekt nowelizacji ustawy o IPN to uważam, że powinno go nie być, bo też w ogóle nie powinno być tego rodzaju paragrafów, niezależnie, czy dotyczyć by one miały „polskich obozów koncentracyjnych”, czy „negowania holokaustu”. Słowem, strona Polska powinna spełnić pragnienie strony izraelskiej wyrażone bodajże przez izraelską ambasador i zapewnić PEŁNĄ swobodę badań nad holokaustem (i wszelkimi innymi epizodami historii).

  • @tad9
    Podobieństwo z tzw. „teologią bogobójstwa” jest wysilone i, wyrażając się najkrócej, niesmaczne. Nie ciągnijmy tego wątku, proszę.
    Co do dalszej części Pańskiej wypowiedzi, wyraźnie prześwieca z niej podejrzenie (nadzieja?), że bredzenie negacjonistów, jeśli przestaniemy ich ścigać, okaże się nauką. Nie okaże się, Holokaust się odbył, komory gazowe były, Żydzi samych siebie nie wymordowali. To trochę straszne, że takie rzeczy trzeba w 2018 roku powtarzać.
    JS

  • @Klemenko
    W żadnym momencie, w tym tekście ani w innym, nie sugerowałem zrównania zbrodni niemieckich i zbrodni Polaków, ponieważ różnica, wskazana w Pana/Pani (przepraszam, ale nie wiem, jaka forma jest właściwa) komentarzu jest, mam nadzieję, oczywista.
    Pozdrowienia –
    JS

  • Niestety Panie Jerzy, ale zwykłe semantyczne porównanie „bogobójstwa” ze strony Żydów i współodpowiedzialności za Holocaust ze strony Polaków jest w tej sytuacji jak najbardziej widoczne i niestety podejmując tak ryzykowną tezę sam wpadł Pan w pułapkę takich figur retorycznych.
    Przy okazji… „Sprawiedliwymi” nie była garstka. Garstką to może był procent rzeczywiście nagrodzonych tym tytułem z stosunku do realnej liczby pomagających, ratujących, ukrywających. Bez porównania z resztą świata.

  • @Marcin Augustyn
    Zdaję sobie sprawę, że niezręcznie mieć pretensję o niedokładne przeczytanie mojego własnego tekstu, ale Pan i tad9 to właśnie zrobili. Inaczej nie padłyby te niestosowne analogie do „bogobójstwa”. Ja napisałem, że: (1) jestem przeciw odpowiedzialności zbiorowej; (2) mimo to pewne fakty zostają wciągnięte do mitologii narodowej i (3) za jej kształt właśnie zaczynamy być odpowiedzialni; przy czym (4) jeśli w jej ramach aprobujemy lub lekceważymy czyny niegodziwe, to nasza odpowiedzialność rośnie, jeśli zaś je potępiamy, to nasza odpowiedzialność maleje. Przyznaję, że nie napisałem wprost, bo wydawało mi się dość oczywiste, że (5) rzecz dotyczy zmitologizowanych, ale faktów względnie nowożytnych, z całą pewnością nie sprzed 20 wieków, oraz, co najważniejsze, że (6) sprawa rozgrywa się wewnątrz danej wspólnoty, nie dotyczy tego, co wspólnoty sobie nawzajem zarzucają (w tym sensie mniej mnie obchodzi, co ludzie z innych narodów myślą o Polakach, zwłaszcza, że na ogół nic, a bardziej, co Polacy myślą o sobie – i tu wiele widzę do poprawy).
    Teologia bogobójstwa natomiast: (1) zakłada winę zbiorową; (2) nie była nigdy elementem mitologii Izraela, chyba jako trafnie wskazane źródło prześladowań; z tej racji punkt (3) w ogóle robi się nie a propos, podobnie jak punkt (4). W punkcie (5) jest również uniemożliwiająca porównanie różnica, a co do punktu (6), to „czemu widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?” (Mt 7,3).
    To wszystko zresztą, jak widać, pomysłowy chwyt erystyczny, bo z pewnością któryś z Panów zaraz ruszy do polemiki i tą metodą okaże się, że dyskutujemy o ewentualnej odpowiedzialności Żydów za śmierć Jezusa, choć problem leży zgoła gdzie indziej. Odstosunkujcie się Panowie od Izraela, oni tam ze swoją prawicą mają swoje kłopoty, a zastanówcie się, co zrobić, żebyśmy my u siebie nie opowiadali historycznych nonsensów, że „Sprawiedliwych” nie była garstka. Była. Poczytajcie trochę, jeśli nie Jacka Leociaka, to chociaż wypowiedzi Ireny Sendlerowej, w końcu naocznego świadka wydarzeń. Sprawdźcie, że Jan Tomasz Gross – który nie jest bohaterem mojej bajki – nie zmyślał, pisząc, jak to biskupi polscy nie chcieli jasno napisać prawdy o rzekomym mordzie rytualnym, bo nie byli pewni, czy Żyd to jednak trochę nie kanibal (w „Strachu”). I nie zwalajcie wszystkiego na Niemców, bo choć ich wina jest zasadnicza i bezsporna, to narody podbite dały się sprowokować. Tuż przed wojną były u nas getta ławkowe i rozbijanie witryn w sklepach żydowskich oraz bicie lagami studentów żydowskich przez korporantów, zaraz po wojnie był pogromy w Krakowie i w Kielcach – naprawdę wierzycie, że między tamtymi a tymi wydarzeniami była przerwa na gremialne pomaganie Żydom? Przecież to niepoważne.
    JS

  • Co to znaczy, że Żydzi sami się nie wymordowali? Nie było Żydów, którzy współpracowali z Niemcami? Że o mordowaniu Polaków nie wspomnę. Żydów mordowali tak Żydzi, jak i Polacy. Ale tylko Polacy wiecznie przepraszają, po czym są sztorcowani, że nie przepraszają. Bardzo mnie ciekawi, co by Pan powiedział, gdyby polski rząd od każdego niemieckiego polityka żądał cotygodniowych przeprosin za ich zbrodnie wobec Polaków, gdzie faktycznie były to zbrodnie ich narodowych reprezentantów, a nie kryminalistów, których likwidowało polskie podziemie. Czy jest Pan odpowiedzialny za zbrodnie Trynkiewicza? Bo ja nie.

  • Jedni idioci (czyt. politycy) zabraniają negować holokaust a inni zabraniają mówić o polskich obozach.
    Czy powinny też powstać ustawy zabraniające negowania kulistości Ziemi? Może dojść do katastrofy np. w żegludze z uwagi na błędną nawigację. Dlaczego prawda nie może obronić się sama? Czy takie durne ustawy nie są właśnie przyczyną powstawania różnego rodzaju głupich teorii? Wielu uważa że skoro mówienie o czymś jest zabronione to prawdopodobnie jest inaczej.
    Panie Sosnowski, z pewnością są tacy którzy się identyfikują z rodakami którzy coś osiągnęli (piłkarze, nobliści itp…). Jeśli jednak zażądali by oni podzieleniem się nagrodą tylko dlatego że są tej samej narodowości to zostali by po prostu wyśmiani.
    Pan też może uważać się za częściowo odpowiedzialnego za holokaust czy za operację „Dunaj” i udawać wspaniałego i sprawiedliwego. Podejrzewam jednak że gdyby z tej racji chciano Pana zamknąć w obozie lub skazać na śmierć to już było by trudniej grać bohatera. Wtedy najlepsi adwokaci przez Pana wynajęci zaciekle by udowadniali co oczywiste, że jest Pan za młody że zawsze kochał inne nacje a Żydów, Czechów i Słowaków to bez opamiętania.
    Z pozycji kanapy to ja osobiście mogę nawet być odpowiedzialny za wybuch i ofiary całej wojny a cóż dopiero za udział Polaków w holokauście, niezależnie czy miały one miejsce czy nie. Ten holokaust i ten Polaków w nim udział.

  • @Apollo
    Szanowny Panie,
    proszę pamiętać o tym, że (współ)odpowiedzialność prawna i (współ)odpowiedzialność moralna TO NIE TO SAMO. Przypominam podstawowe dla tematu, o którym mówimy, lektury: „Problem winy” Karla Jaspersa oraz „Biedni Polacy patrzą na getto” Jana Błońskiego. Więc Pana wywód o tym, że gdyby ktoś chciał mnie zamknąć za Holokaust, to byłoby mi „trudniej grać bohatera” jest cokolwiek nietrafny.
    Nawiasem mówiąc – proszę wybaczyć szczerość i uwagę pewnie belferską, ale kiedy ktoś zwraca się do mnie per „panie Sosnowski”, przypomina mi się natychmiast serial „Kryminalni”, w którym komisarz Zawada zwracał się w tej formie do przesłuchiwanych. Wydaje mi się ona obcesowa.
    Z ukłonami –
    JS

  • Dodam jeszcze, że drugi pogrubiony fragment pańskiego tekstu jest przykładem zjawiska, które ma w języku angielskim swoją nazwę – virtue signaling. Z tym, że większość stara się chociaż ukryć swoje motywy, Pan tego zabiegu używa zupełnie cynicznie.

  • Niestety, jak to zwykle na tym blogu bywa, każdy wpis otwiera masę wątków i trudno je wszystkie później pociągnąć. Więc będzie tylko o niektórych.

    „(1) jestem przeciw odpowiedzialności zbiorowej; (2) mimo to pewne fakty zostają wciągnięte do mitologii narodowej i (3) za jej kształt właśnie zaczynamy być odpowiedzialni”

    Brzmi to trochę jak słynne „jestem za,a nawet przeciw”. Jako człowiek prosty, rzecz widzę prościej: jeśli jestem przeciw odpowiedzialności zbiorowej, to po prostu jestem przeciw nie robiąc wyjątków dla „faktów wciągniętych do mitologii narodowej”.

    „(5) rzecz dotyczy zmitologizowanych, ale faktów względnie nowożytnych, z całą pewnością nie sprzed 20 wieków, oraz, co najważniejsze, że (6) sprawa rozgrywa się wewnątrz danej wspólnoty, nie dotyczy tego, co wspólnoty sobie nawzajem zarzucają (w tym sensie mniej mnie obchodzi, co ludzie z innych narodów myślą o Polakach, zwłaszcza, że na ogół nic, a bardziej, co Polacy myślą o sobie – i tu wiele widzę do poprawy).”

    Szczerze mówiąc wszystkie te warunki przypominają mi przetarg „ustawiony” w ten sposób, że jego kryteria spełnia tylko jedna firma (i to akurat ta, która dała łapówkę organizatorom przetargu…).

    „Teologia bogobójstwa natomiast: (1) zakłada winę zbiorową;(2) nie była nigdy elementem mitologii Izraela, chyba jako trafnie wskazane źródło prześladowań”

    Nie jest to stwierdzenie ścisłe – Jezus jakoś tam funkcjonuje w „mitologii Izraela” – weźmy choćby zbiór „Toledot Jeszu”. Ale jak pisałem – nie mnóżmy wątków. Spróbuję jakoś znaleźć przypadek, który spełnia większość tych warunków (choć nie wszystkie, bo warunek ograniczający nas do rozważań o wyłącznie Polakach jest zaporowy). Rzecz ma więc dotyczyć faktów względnie nowożytnych, ale już mitologizowanych, rozgrywać się wewnątrz jakiejś wspólnoty, przy tym nie powinna być to wspólnota żydowska. Te kryteria moim zdaniem całkiem nieźle spełnia przypadek mafii sycylijskiej. Jest to rodzaj etnicznej organizacji przestępczej, o której da się chyba powiedzieć, że jest bardziej włoska, niż szmalcownicy są polscy. Czy możemy mówić o „moralnej odpowiedzialności” narodu włoskiego za zbrodnie popełniane przez mafię?

    A poza tym bardzo ciekawa mogłaby być dyskusja o tej „mitologii narodowej” (skąd się bierze itd., itp.). Tak się składa, że sam o tym pisałem 10 lat temu (kiedy jeszcze chciało mi się prowadzić blog), więc zostawiam odsyłacz do tego tekstu:

    https://www.salon24.pl/u/perlyprzedwieprze/41520,mitomachia

  • „I always say that I know what kind of role Jewish communists played in Poland after the war. And just as I, as a Jew, do not want to shoulder responsibility for the Jewish communists, I cannot blame 36 million Poles for those thousands of blackmailers.”

    Simon Wiesenthal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Premium WordPress Themes