Co jakiś czas staram się obecnie porządkować myśli, które w ciągu minionych dni zdążyły zmienić status z „oczywistości-które-wszyscy-podzielają” na „jeżeli-wszyscy-myślą-inaczej-niż-ja-to-wszyscy-się-mylą”. Kilka kolejnych – dzisiaj:

  1. Choćby pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej był dziełem sztuki tak wybitnym, że wprost zwalającym z nóg (a nie jest), pozostanę przeciwnikiem jego wzniesienia – przynajmniej na Placu Piłsudskiego i w dającym się przewidzieć czasie. Mój sprzeciw jest tak stanowczy, że nie oburza mnie nawet wypowiedź radnego PO, zapowiadająca zburzenie pomnika, jak tylko PiS straci władzę – choć taktycznie ta wypowiedź jest oczywiście absurdalna, bo to zapowiedź pasztetu z zająca złożona w momencie, gdy zajączek hula po polu, aż miło. Ów sprzeciw NIE MA NIC WSPÓLNEGO z moim stosunkiem do ofiar katastrofy smoleńskiej; staram się wyobrazić rozmowę ze śp. Tomkiem Mertą, który tam zginął, a był moim znajomym – i wierzę, że on, jako państwowiec, by mnie zrozumiał. Sam pomnik tyle ma bowiem wspólnego z uczczeniem ofiar, co pomniki wdzięczności Armii Czerwonej z uczczeniem pamięci o żołnierzach, którzy zginęli w walce z nazizmem: instrumentalizuje tę pamięć, w istocie zaś jest zaznaczeniem obszaru podbitego, symbolicznym gwałtem na wspólnej przestrzeni. Pomników nie stawia się w sytuacji tak ostrej kontrowersji politycznej, one winny wyrażać społeczny konsensus, tego tymczasem brak – i nie dlatego, że my, jakoby moralnie zdegenerowani, nie czujemy żalu z powodu śmierci rodaków, tylko dlatego, że przez osiem lat karmiło się nas kłamstwem o rzekomym zamachu, jakoby współprzygotowanym przez legalne władze naszego kraju; to zaś po to, żeby wytworzyć klimat, pozwalający na przejęcie władzy tym, którzy to kłamstwo rozpowszechniali. A przejęcie kontroli nad ważnym placem w stolicy, przy zapewnianiu, że nie chodzi o postawienie tam pomnika, po czym… postawienie tam pomnika, ośmiesza ów pomnik i szarga pamięć o ofiarach. To, a nie protesty. Tymczasem zgodnie ze swoją konsekwentną taktyką odwracania znaczeń władze przerzucają własną winę na swoich przeciwników.
  2. „Klauzula sumienia” jako prawo lekarza do tego, żeby nie podejmować działań, które w jego pojęciu są nieetyczne, była przepisem kontrowersyjnym, ale uzasadnionym przez fakt, że środowisko lekarskie nie wypracowało przez dekady zgodnego stanowiska, czy aborcja da się pogodzić z przysięgą Hipokratesa, czy nie. „Klauzula sumienia” rozszerzona na inne zawody staje się natomiast groteskowym absurdem, który kiedyś, na zasadzie powrotnej fali, uderzy w niezbywalne prawa lekarza do posługiwania się swoim sumieniem w sytuacji tragicznego konfliktu wartości. Podejmując się wykonywania jakiegoś zawodu, zaczynam funkcjonować w społeczeństwie w określonej roli – i ta rola nie pozwala mi na kierowanie się widzimisię (nie zaś sumieniem, bo w większości zawodów nie mamy do czynienia z sytuacjami naprawdę granicznymi). Czy gdybym został kioskarzem, wolno by mi było nie sprzedawać „Gazety Polskiej”, bo uważam, że publikuje rzeczy haniebne? Nie, nie miałbym takiego prawa, bo rolą kioskarza jest sprzedawanie prasy, a nie recenzowanie jej. Czy gdybym został taksówkarzem, wolno by mi było odmówić kursu na Krakowskie Przedmieście, bo klient wyraźnie wybiera się na miesięcznicę smoleńską? Nie, nie miałbym takiego prawa, bo jako taksówkarz mam wozić ludzi, a nie decydować, gdzie powinni, a gdzie nie powinni jechać. Czy gdybym był kasjerem w supermarkecie, wolno by mi było nie obsługiwać klientki, która ma koszyk wypakowany filetami z kurczaka – a to mianowicie dlatego, że jestem wegetarianinem? Nie, nie i tym razem nie. Odmienna odpowiedź DEMONTUJE ŻYCIE SPOŁECZNE: sprawia, że moja wolność ogranicza wolność innych ludzi, i zamienia społeczeństwo w zgromadzenie swawolnych Dyziów, którzy, żeby cokolwiek załatwić, muszą najpierw ustalić, czy aby partner chwilowej interakcji ma te same poglądy, co oni.
  3. Przekonanie, że mamy prawo do jakiegoś posunięcia, najłatwiej sprawdzić, wyobrażając sobie to posunięcie w wykonaniu naszych przeciwników. Chyba, że zdążyliśmy im odmówić równych praw. Jeśli to zrobiliśmy, nie pozostaje nam nic innego, jak popatrzeć w lustro i powiedzieć sobie: „spójrz, tak wygląda łajdak”.
  4. Równość wobec prawa oznacza także, że kogoś, kto dziś łamie prawo, w przyszłości powinna spotkać kara…
  5. …Kara, nie rewanż.

(zdjęcie ze strony fakt.pl)

Udostępnij


O mnie



  • Ja bym się nie zgodził w sprawie klauzuli sumienia. Jeżeli sumienie nie pozwala lekarzowi pracować w finansowanym przez państwo szpitalu i wykonywać legalne zabiegi aborcji, to powinien się z niego zwolnić i pracować prywatnie. I nie widzę tu nic kontrowersyjnego. To samo dotyczy finansowanych przez państwo aptek, autobusów, pociągów i szkół. Wszędzie, gdzie jest państwowe finansowanie, nie powinno być żadnych ‘klauzul sumienia’, bo nie ma obowiązku pracować na państwowym. Za to nie miałbym nic przeciwko temu, żeby prywatni kioskarze nie sprzedawali faszystowskich gazet (w tym Gazety Polskiej), albo nie wozili ludzi na demonstracje faszystowskie (czy jakieś inne). W prywatnej gospodarce wszystko powinno być prywatne, w tym sumienie. Klauzula sumienia w szpitalach służy głównie temu, żeby napędzić klientów prywatnym gabinetom tych samych lekarzy, co w szpitalu ‘mają sumienie’. PS. Nie uznaję pojęcia ‘sytuacji granicznej’. To jakiś nowotwór pojęciowy. Prawo i moralność powinny posługiwać się językiem potocznym, a nie pseudofilozoficzną nowomową. Człowiek albo żyje i podejmuje decyzje, albo nie żyje i decyzji nie podejmuje. Nie istnieje żadne miejsce ‘graniczne’, gdzie obowiązują jakieś inne prawa wymyślone przez ‘lepszych’ filozofów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Premium WordPress Themes