Stanowisko, za którym w tych dramatycznych dniach się opowiedziałem, zaczęło być komentowane w sposób jeżący włos na głowie. Od rozmaitych ludzi, których znam i szanuję, dowiaduję się, że opowiadam się za moralnym symetryzmem, zacieram granice między dobrem a złem i zmierzam do zatarcia odpowiedzialności PiSu za śmierć Prezydenta Gdańska. Tymczasem wezwanie do walki z nienawiścią w życiu publicznym, przynajmniej to wezwanie, z którym się solidaryzuję, zakłada że:

  1. owszem, winy nie są rozłożone po równo – ja także mam wrażenie, że kampanii nienawiści nie zaczęła nasza strona konfliktu. Jednak rzeczywiście uważam, że w obecnych okolicznościach ustalanie, kto zaczął, jest marnowaniem energii na działanie chwilowo nieistotne, a na pewno przeciwskuteczne. Natomiast nie jest bez znaczenia, w jaki sposób odpowiadaliśmy dotąd na agresję. Część naszego gniewu da się usprawiedliwić sytuacją polemiczną; ale NIE WSZYSTKO.
  2. Nie jest prawdą, że moja niezgoda na czyjeś stanowisko musi być wyrażona językiem hejterów. Istnieje kulturalny sposób polemiki, nawet ostrej. Zdanie: „X. myli się, twierdząc, że to i tamto, a ponieważ myli się chronicznie od lat, wolno się obawiać, że stoi za tym zła wola” jest polemiką. Zdanie: „X., jak zwykle moralne karły jego pokroju, kłamie od lat” jest już początkiem hejtu; zdanie: „Wypieprzyć tego karła na Księżyc! ” jest hejtem w stanie rozkwitu. Wydaje mi się przerażające, że trzeba przypominać tę oczywistą różnicę.
  3. Zwolennicy obecnej władzy NIE SĄ SPÓJNĄ GRUPĄ i nie wolno im przypisywać hurtowo pogardy dla śp. Pawła Adamowicza, a tym mniej – satysfakcji z powodu jego śmierci. Owszem, i ja widzę po stronie władzy zachowania, które wydają mi się brnięciem dalej w budowanie klimatu pogardy i nienawiści (wydanie Wiadomości o 19.30 wieczorem po śmierci Prezydenta, internetowy wpis Wojciecha Cejrowskiego, w najwyższym stopniu niestosowne spóźnienie się na minutę ciszy w Sejmie przez Jarosława Kaczyńskiego, Beatę Mazurek i Ryszarda Terleckiego, i jeszcze kilka innych wydarzeń). Ale wśród ludzi, którzy popierają obóz Zjednoczonej Prawicy, są z pewnością także ludzie, których zabójstwo Pawła Adamowicza szczerze wstrząsnęło i którzy nie życzą sobie przemocy w życiu publicznym tak samo, jak my. W obecnym, bez wątpienia przełomowym momencie naszej historii, należy dogadać się z nimi, to jest z każdym, kto zgadza się na moralne minimum: koniec z hejtem, pogardą i nienawiścią, stop przemocy, także symbolicznej, bo prowadzi do przemocy fizycznej. Zapewne część naszych przeciwników politycznych to minimum odrzuci i wcale nie zamierzam tego wielkodusznie nie zauważać. Ale wolno ufać, że dla innej części to minimum jest oczywistością – i z nimi trzeba budować nowe obyczaje w sferze publicznej, zwłaszcza w internecie.
  4. Co najważniejsze: należy się uderzyć we własne piersi nie dlatego, że to przede wszystkim lub wyłącznie my jesteśmy winni, ale dlatego, żeby wszystkich innych uczestników życia publicznego skłonić do podobnego gestu. A bicie w piersi NIE SWOJE (sprawiedliwie, czy nie) jest, przy całym pozorze moralnego wzmożenia, bezpośrednią kontynuacją tego, co się w Polsce działo od lat. I czego straszne owoce już oglądamy.
  5. Są między nami fundamentalne różnice i one nie znikną. Trzeba sprawdzić, czy nie da się ich wyrazić w sposób cywilizowany. Całe to wezwanie, żeby wyhamować z nienawiścią, nie płynie z naiwnego optymizmu. Przeciwnie. Też się obawiam, że nam się nie uda (i że może mieć rację Stefan Chwin, wieszczący nieuniknioną katastrofę). Ale ja jestem pesymistą naprawdę i do głębi, a nie przy porannej kawie. Uważam, że alternatywą dla tej akcji jest, jeśli nie wojna domowa w sensie dosłownym, to seria coraz częstszych aktów przemocy w życiu publicznym i przyzwoity człowiek musi zrobić wszystko, żeby temu zapobiec, nawet jeśli własne szanse ocenia… skromnie. Jeśli chodzi o akty terroru indywidualnego w historii Polski, to po 1918 roku mamy serię trzech: 1922 Gabriel Narutowicz, 2010 Marek Rosiak, 2019 Paweł Adamowicz. Między pierwszym a drugim 88 lat, między drugim a trzecim 8 lat i 3 miesiące. Nie wymaga znajomości wyższej matematyki policzenie, że w tym ciągu następna wartość wynosi niespełna 10 miesięcy, a kolejna 27 dni. Nie twierdzę, że zjawiska społeczne dają się modelować tak prosto. Ale ten rachunek pokazuje skalę zagrożenia, przed którym stoimy.
  6. Zapewne spora część z nas pamięta fragment „Traktatu moralnego” Czesława Miłosza, którym zakończę. No więc moim zdaniem pora spojrzeć na niego jak na tekst przeraźliwie aktualny:

Nie jesteś jednak tak bezwolny,
A choćbyś był jak kamień polny,
Lawina bieg od tego zmienia,
Po jakich toczy się kamieniach.
I, jak zwykł mawiać już ktoś inny,
Możesz, więc wpłyń na bieg lawiny.
Łagodź jej dzikość, okrucieństwo,
Do tego też potrzebne męstwo.
(…)
Zbyt wieleśmy widzieli zbrodni,
Byśmy się dobra wyrzec mogli
I mówiąc: krew jest dzisiaj tania –
Zasiąść spokojnie do śniadania.

(źródło obrazka: paczaizm.pl)

Udostępnij


O mnie



  • Panie Jerzy,
    Praktycznie w pełni zgadzam się z tym, co Pan napisał (poza drobną nieścisłością – aktów terroru mieliśmy w historii więcej, żeby wspomnieć choćby Pierackiego).
    Również uważam, że innej drogi nie ma, niż zacząć od siebie. To znaczy – przejawy mowy nienawiści potępiać (zgodnie, niezależnie od tego, czy dopuszcza się ich „nasz” czy „ich”), a być może i ścigać karnie. Ale przede wszystkim samemu wśród „naszych” (myślących podobnie jak my) wezwać do opamiętania, tam gdzie trzeba – przeprosić za siebie. Jeżeli niczego to nie da, to chociaż zostanie moralna satysfakcja, że stać mnie na to, a mojego przeciwnika nie.

    Ale, tak jak napisałem na swoim FB, jestem pesymistą. Do opamiętania, do przeprosin, wezwali uczestnicy debaty „niewinni”. Naczelnymi podjudzaczami mord nie wstrząsnął. Więc będzie gorzej… Przy mniej sprzyjających warunkach międzynarodowych wróg wewnętrzny wykończy nas własnymi rękami. Tak sprowokuje kłótnie, tak dmuchnie w tlące się zarzewie konfliktu, że skończy się to fizyczną konfrontacją na ulicach, po której wjedzie on – zbawca narodu za cudze pieniądze.

    Chyba, że…

    Pomimo wojny na słowa trwającej już kilka lat, pomimo propagandowego przekazu telewizji zarządzanej przez pana Kurskiego, naród (to świadome uogólnienie, ale niech będzie) nie dał się przynajmniej w kilku kwestiach ogłupić jednemu czy drugiemu przekazowi. Wie, że śmierć, to śmierć – żadne przelewki i usprawiedliwić tego bieżącą polityką nie można. I chyba – jako ogół – należycie przeżyliśmy te tragiczne wydarzenia. Bez oficjalnych nakazów, bez urzędowej pompy – spontanicznie. Podobnie z WOŚP: im więcej haniebnych słów pod tym adresem, tym więcej środków Orkiestra zbiera.

    Więc może w tym odrobina nadziei.
    „Myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć…”.

  • Wyczuwam w tym artykule pewną formę zazdrości, którą nazwałabym: „wielkim pragnieniem autora do również bycia pchniętym nożem”, ale w taki sposób, by po tygodniowej walce z Kostuchą, cudownym zrządzeniem losu i co oczywiste – OPATRZNOŚCI – stał się cud, po którym był on wyżył…

  • @ Irena z Bałut
    Czy mógłbym prosić na przyszłość o zastanowienie się przez chwilę nad tym, co się napisało, zanim się naciśnie ENTER? Byłbym bardzo wdzięczny.
    JS

  • Panią Irenę z Bałut powinno się pozbawić klawisza Enter.Brak mi słów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Premium WordPress Themes