Po poprzednim wpisie odezwał się na FB mój dobry znajomy, pan Jarema, który napisał między innymi tak:

Pisze Pan, Panie Jerzy, że zniechęcenie do „naziemnego personelu” pozwala Panu docenić sformułowanie Durrella, jakoby 2/3 Błogosławieństw to żarty. No ale po pierwsze to Chrystus jest autorem, a nie Jego naziemny personel. A po drugie – czy to zniechęcenie naziemnym personelem to faktycznie rozczarowanie księżmi jako takimi czy jakimiś pojedynczymi postaciami, które głośno gardłują w telewizorze, jakimiś Międlarami itp.? Wie Pan, ja chodzę do dominikanów, do Wspólnot Jerozolimskich, na Dewajtis do ks. Drozdowicza i nie widzę niczego, czym można by się irytować. Z Prymasem Polakiem organizujemy Zjazd Gnieźnieński – też nie widzę niczego, czym by się można irytować. Już nie mówię o samym Szefie tego całego personelu (mam na myśli tego szefa ziemskiego, watykańskiego). Niedawno Pan zachęcał mnie do optymizmu w sprawach politycznych, to teraz ja Pana zachęcę do tego, żeby i w Kościele nie skupiać się na jakichś czarnych ekstremach, tylko na tym, co dobre… Pozostaje możliwość, że chodzi Panu tylko o to, że Durrell traktuje Pismo Święte swobodnie i że to jest pewna droga wyjścia dla języka zaplątanego w patos. Tylko że akurat w tym sformułowaniu nie widzę żadnej drogi wyjścia, bo jeśli Błogosławieństwa są ironią, to co to oznacza? Że właśnie nie mamy być ubodzy, cisi itp.? Że Chrystus parodiuje tych, którzy to głoszą (skądinąd w tamtych czasach w Palestynie nie było ich aż tak dużo, Chrystus przyniósł te niepopularne pomysły).

Panie Jaremo – odpowiadam w punktach, bo wielowymiarowa jest ta nasza kontrowersja, a że odpowiedź się rozrosła, umieszczam ją tu, a nie na facebooku. Sprowokował mnie Pan, ale zacznijmy od kwestii drobnych, niż przejdziemy do zasadniczych punktów 3 i 4:

  1. Jeśli dobrze rozumiem zacytowany fragment, to „żarty” nie są ani dowcipami, o których tak, jakby Pan myślał, ani parodią. Żart może być mądry, wybijać z kolein tradycyjnego myślenia (proszę wspomnieć niektóre opowieści chasydów, niektóre anegdoty z „Przy szabasowych świecach” Safrina, czy Woody’ego Allena z jego najlepszych filmów). Sam o Ośmiu Błogosławieństwach pisałem w „Co Bóg zrobił szympansom”, starałem się pokazywać ich paradoksalny i prowokacyjny charakter, bliski azjatyckim koanom.
  2. Zastrzegłem nie bez powodu, że nie chodzi mi o trafność zdania Durrella (a raczej jego kontrowersyjnego bohatera!), lecz o swobodę formułowania takich zdań. Póki mamy zaufanie do „naziemnego personelu”, póty istnieje chyba w nas obawa przed naruszeniem granic, które ten „personel” wyznacza. To zjawisko zrozumiałe i może nie ma w nim nic bardzo złego, ale jednak sprawia ono, że pewne myśli pozostają niesformułowane – a choć zdarza się nieraz, że są one błędne, to potrafią oświetlać od nowej strony znany Tekst. Już w „Szympansach” pisałem, że zagraża nam (nie tylko w konktaktach z Biblią) PRZYZWYCZAJENIE. Trochę tak, jak w „Kubusiu Puchatku”: – Czy umiałeś przeczytać napis, Puchatku? – Krzyś mi powiedział, co tam jest napisane, i wtedy umiałem.
  3. Teraz co do rozczarowania „naziemnym personelem”. Chciałbym, żeby Pan miał rację, ale obawiam się, że nie umiem podzielać Pańskiego optymizmu. Pojedynczymi postaciami nie są obecnie były ksiądz Międlar, czy całkiem aktualny ksiądz Małkowski, ale ci, którzy utrzymują nas obu w poczuciu, że nie wszystko stracone. Nie wymieniam ich nazwisk, żeby ich nie stawiać w niezręcznej sytuacji. Prawdziwy bowiem problem polega na instytucji jako całości, na gremiach zarządzających. Pan, jako optymista, wskaże zapewne ks. biskupa Rysia, dorzuci ks. biskupa Janochę, może jeszcze ze dwa nazwiska, z których być może któreś nawet nie będzie nazwiskiem biskupa POMOCNICZEGO. Czy jednak mają oni głos decydujący o sposobie, w jaki nasz Kościół reaguje na obecną katastrofę moralną narodu? Bynajmniej. Na prowokacyjne pytanie prof. Leociaka o miesięcznice smoleńskie Kuria Warszawska odpowiada w dobrze już znanym stylu, czyli wymijająco. Prymas Polski powiedział wreszcie, że uchodźców należy przyjąć. TERAZ powiedział? No, teraz. Trochę późno, przyznajmy. W Polsce od kilku co najmniej lat narasta brunatna fala, której Kościół się nie przeciwstawiał (ujmuję rzecz oględnie), popełniając mroczny błąd z przeszłości: że lewicę trzeba zwalczać, a z tymi, co „zamawiają pięć piw”, to przecież sobie poradzimy, zwłaszcza, że oni chcą dobrze. No, i obudziliśmy się z ręką w nieparlamentarnym naczyniu. A może pamięta Pan, dlaczego „Więź” nie jest rozprowadzana po sklepikach parafialnych, mimo, że tam powinno być jej miejsce? To jeszcze proszę sprawdzić – i nie u dominikanów – jakie pisma tam są, a będzie Pan miał prawie kompletny obraz. Kościół, w którym się wychowałem, był Kościołem, w którym mimo oczywistych endekoidalnych korzeni prymasa Wyszyńskiego, pewne zjawiska, obecnie pierwszoplanowe, nie mogły mieć miejsca. Ten obecny… nie chcę wypowiadać zdań, które trudno byłoby cofnąć, więc powiem tak: w tym obecnym stopień zgody na utożsamienie chrześcijaństwa z paleo-prawicą (prawicą jaskiniową), z antropologią, w której „wolność sumienia” jest co najwyżej niechętnie przywoływanym ozdobnikiem, z odwrotem od aggiornamento i zresztą od innych idei Vaticanum II również, a wreszcie całkiem trywialnie z antysemityzmem, jakby nigdy nie było „Nostra aetate”, ten stopień zgody jest zbyt wysoki, jak na to, żeby dało się z tym normalnie żyć. Mnie przynajmniej się nie udaje, i tych kilkunastu sensownych księży, których znam, mam za braci w męczeństwie, a nie za „normę”, którą przesłaniają mi jakaś ekstrema.
  4. BONUS: Mogę Panu zresztą opowiedzieć, co będzie dalej. Kiedyś ta część społeczeństwa, która nie dała się oszołomić idiotyzmom o zamachu w Smoleńsku, o postkomunizmie wszystkich władz poza PiS, o wrogich Niemczech, Ukrainie i tak dalej, ta część społeczeństwa się odwinie i w końcu wygra wybory jakaś partia: liberalna lub lewicowa. Nie wiem, kiedy to będzie, ani jak ta partia się będzie nazywała. I wtedy z błogosławieństwem tej przyszłej większości odbędzie się taka sekularyzacja Polski, że przy niej Zapatero okaże się ministrantem. I to będzie okropne, ale ci katolicy, którzy dziś mają czelność wrzeszczeć w upojeniu „Bolek, Bolek” na Wałęsę, a ściskać czcigodną jakoby prawicę prokuratora Piotrowicza, ciężko na ten moment pracują. Co gorsza, pracują na to również księża, którzy obecnie taktownie milczą. Kiedy uchwalano naszą, łamaną dziś, Konstytucję, wielu z nich miało mnóstwo do powiedzenia (że ma być Invocatio Dei itd.). A dziś uważają, że ta brunatna fala, jaka nas zalewa, to nie sprawa Kościoła, tak? Może źle pamiętam Ewangelię, ale hipokryzja wydawała mi się jednym z najostrzej piętnowanych przez Jezusa grzechów. Na tym tle nieomal wolę ex-księdza Międlara. Uważam go za głupiego niegodziwca, ale on przynajmniej jest szczery.

Panie Jaremo, sprowokował mnie Pan do bolesnego, ale czytelnego, jak sądzę, postawienia sprawy. Ja jestem tu mniej więcej, gdzie zawsze byłem, natomiast po której stronie moich stóp, z tyłu, czy może jednak z przodu, znajduje się próg dzielący NASZĄ wspólnotę od ludzi poza jej obrębem, nie jest niestety dla mnie (znowu) jasne. Powiedzieć, że to dla mnie dyskomfort, to jak nazwać uczucie wyrywania zęba bez znieczulenia niemiłym doznaniem.

(źródło fotografii: Polsat News)

Udostępnij


O mnie



  • Od pięciu lat obserwuję Polskę z brzegów Australii. Mam ściśnięte gardło kiedy podczas letnich wizyt oglądam krajobrazy i czuję tak wyjątkowy zapach ziemi po deszczu. Wydaje mi się nawet, że tu ludzie trochę mniej zaszczuci i bardziej mili. Kiedy wracam do Tasmanii, widzę jak duchowo i kulturowo ubogi to kraj: bez gotyckich katedr, starych zakonów, bez historii starożytnej, bez średniowiecznej, bez nowożytnej nawet. Kościół w Tasmanii dogorywa. Z 17 procent katolików w tym stanie, około 5 procent pojawia się w Kościele, większość z nich przekroczyła 70 lat, młodych brak. Smutne to. Bardzo.
    Jednak kiedy tęsknię, wiadomości z Kraju boleśnie przekalibrowują moją pamięć, gasząc przeidelizowane wyobrażenia. Wtedy dostrzegam kolejne różnice. Organizacje pomagające uchodźcom, niepełnosprawnym, prewencyjne telefony zaufania, etc. pękają od młodych i starszych wolontariuszy, którzy pracują za darmo na rzecz bliźnich. Kiedy rozmawiam z mniej i bardziej znajomymi czuję się naprawdę empatycznie wysłuchiwany. W sklepach, urzędach i na ulicy zwykle czeka na mnie uśmiech i otwartość na kontakt rozmowę i pomoć jeśli jej potrzebuję. Wiem jak mocno nas ukształowała tragiczna historia. Teraz czas na dalsze kształcenie.

  • Nie chcę bynajmniej wyjść na prowokatora, ale szczerze nie rozumiem, co z punktu widzenia religii miałoby być ‚okropnego’ w sekularyzacji państwa. Może by się okazało, czy religia może być czymś innym niż przepychanką o władzę. Ja nie wiem, czy może, ale trochę mnie to ciekawi, taki eksperyment społeczny. Nie wiem też, co ‚okropnego’ się wydarzyło w Hiszpanii Zapatero, nie śledziłem dokładnie tamtejszej polityki, ale nie dotarły do mnie żadne informacje o katastrofie.

  • „W Polsce od kilku co najmniej lat narasta brunatna fala”

    Jak to od „kilu lat”? Od kilkudziesięciu!. Od początku III RP jestem pilnym czytelnikiem różnych pism typu „Więź”, „GW”, „TP” i zaręczam, że o tej narastającej „brunatnej fali” sporo się tam pisało już na początku lat 90-tych. A nawet wcześniej. Ten moment da się zresztą dość ściśle określić: „brunatna fala” narasta w Polsce od ok. 1986 roku, a więc – jak raz – gdy na horyzoncie zaczął się rysować polityczny deal pomiędzy „lewicą laicką” a „komuną”. Wtedy też okazało się, że ten kościół nie jest znów aż tak potrzebny, ani też aż tak wspaniały, i że najgroźniejsi są w sumie ci straszni nacjonaliści. Mam gdzieś jeden z wczesnych numerów „Res Public”-i (1987?, 1988?), z tekstami pod hasłem „Powrót nacjonalizmu”? – to był ten czas początku odwracania sojuszy.

  • @tad9
    Ależ oczywiście, że takie zjawiska mają swoje źródła w procesach powolnie narastających i początkowo ukrytych (np. hitleryzm kiełkował w austriackim ruchu volkistowskim w pierwszych latach XX wieku). Data 1986, choć zdaje mi się, że na jej potwierdzenie ma Pan raptem jeden artykuł w „Res Publice”, nb sytuującej się wówczas po prawej stronie kształtującej się powoli opozycyjnej oferty politycznej, jest i tak późna – jeśli, rzecz jasna, rozmawiać poważnie, tzn. nie sprowadzać realnego problemu do rzekomej histerii środowiska „GW”. Merytorycznie zresztą znów się Pan myli (jak kiedyś w naszej dyskusji o rzekomym antykomunizmie PAXu), bo Kościół był potrzebny opozycji jeszcze w 1989 roku – bez niego nie byłoby Okrągłego Stołu… Ale do rzeczy: nie byłem entuzjastą ani miotania przez „GW” epitetem „antysemityzm” w latach 90. (i, jeśli mnie pamięć nie zawodzi, sam tego nie robiłem), ani idiotycznego pomysłu blokowania przemarszu narodowców 11 listopada przed kilku laty, co ze wstrętnej, ale wtedy jeszcze względnie marginalnej imprezy zrobiło rok później coś nieomal na kształt pochodu pierwszomajowego a rebours (widzę to co roku za oknem). Natomiast niewątpliwie coś się w Polsce kilkanaście lat po marcu 68 przecknęło, pewnie za sprawą prokomunistycznego „Grunwaldu” jeszcze w 1980 roku (wówczas różnica między mesjańskim patriotyzmem głównego nurtu „Solidarności” a kojarzonym z ubecją i Moczarem ksobnym szowinizmem była oczywista, choć afera z podziękowaniem dla KORu na I zjeździe „S” pokazuje, że nie dla wszystkich). Czy można było skuteczniej tej bestii się przeciwstawić w ostatnim piętnastoleciu XX wieku? Nie wiem. W każdym razie jeśli dziś piszę o brunatnej zarazie, to nie mam na myśli groteskowej ulotki nalepionej w latach 80. na latarni w Krakowie, że Żydami są wszyscy, łącznie z Janem Pawłem II (sic), tylko sztandary ONR w białostockiej katedrze, liczne i coraz liczniejsze przypadki napaści na obcokrajowców w Polsce, tudzież na inaczej myślących rodaków (pobicie członka KODu w Radomiu), przejęcie rocznicy Powstania przez chłopców, pasujących raczej z umundurowania do tych, którzy Powstanie tłumili itp. Jeśli Pan sprowadza dziś to wszystko do idiosynkracji Adama Michnika, to z życzliwości dla Pana staram się wierzyć, że to nieuważność, a nie cynizm. Ukłony.
    JS

  • ONR jest marginalnym ruchem politycznym (o ile pamiętam w „Polityce” oszacowano niedawno te „brynatne szeregi” na niespełna dwa tysiące w całym kraju) i oczywiście można się na jego punkcie zafiksować, tak samo, jak po ostatnich zamieszkach w Hamburgu można wierzyć, że Europa stoi w obliczu rewolucji komunistycznej, ale ja takie strachy uważam za grubą przesadę (choć polscy narodowi radykałowie przez całe ostatnie 25 lat nie zaszumieli tak, jak lewacy przez ostatnie kilka dni w Niemczech). Faszyzm powoli wyrastał z ruchów volkistowskich? No dobrze, ale po drodze zdarzył się taki drobiazg jak pierwsza wojna światowa (nie wspominając już o wielkim kryzysie i wielu innych cztnnikach). Historyczne analogie może i bywają interesujące (a na pewnosą retorycznie chwytliwe), ale proste kalkowanie przeszłości na teraźniejszość czy przyszłość to – powiedzmy – intelektualny błąd. Naprawdę uważa Pan, że ONR dorówna NSDAP bez kataklizmów na miarę pierwszej połowy XX wieku? Póki, co, po około 30 latach „narastania fali” narodowi radykałowie doczekali się mszy w białostockiej katedrze. Czyli, gdzieś tak około 2060 będą mieli pewnie pierwszych posłów (o ile szczęście im dopisze) Rzeczywiście – imponujące tempo. Jedno co macie z ONR wspólnego to anachronizm – wy i oni jesteście jak grupy rekonstrukcyjne odtwarzające rok 1937. Różnica polega na tym, że współczesny ONR to głównie jakieś biedaki z prowincji (przed wojną było jednak inaczej), a wy jesteście częścią elity, więc wasze idiosynkrazje mają bez porównania większy ciężar gatunkowy. Bo, niestety, nie mamy do czynienia z fiksacją jednego człowieka. Gdyby była to idiosynkrazja Michnika, to byłby to problemem psychicznym Michnika. Kłopot w tym, że emocja żywcem przeniesiona z lat 30-tych ubiegłego wieku została wszczepiona sporej części polskich elit, w związku z czym postszegacie Polaków jak tłuszczę, krtórą trzeba trzymać za pysk i reedukować, bo inaczej popadną w „faszyzm”. I tak właśnie wygląda cały ten „liberalizm” III RP (więc proszę się nie dziwić, że komuś, kto nie podziela waszych strachów nie kojarzycie się specjalnie z „wolnością”, „tolerancją” czy „otwartością”). Skąd się wzięła ta idiosynkrazja? Wszystko to, moim zdaniem ma przyczyny historycznie: po wojnie doszlo do „wymiany elit” i kluczowe pozycje w ośrodkach – nazwijmy to – „dyskursotwórczych” osiągnęli weterani KPP (i środowisk pokrewnych), którzy mieli uraz do II RP (i owszem, sporą rolę odgrywał tu fakt żydowskiego pochodzenia sporej części przedstawicieli tego środowiska). Czy to możliwe, by tak wąska w sumie grupa była w stanie tak mocno rozpowszechnić swój sposób widzenia pewnych spraw? Cóż, skoro- jak uważacie – jeden człowiek (Jarosław Kaczyński) w sposób zresztą nieformalny rządzi dziś całym krajem, i jedną swoją wypowiedzią wpływa na tzw. „atmosferę społeczną”, to chyba ja bez problemu mogę wierzyć w znaczące wpływy wspomninanej wyżej formacji… A co do PAX-u, to nie wydaje mi się, żebym pisał aż o „antykomunizmie PAX-u” (jeśli tak było, to faktycznie przesadziłem). O ile pamiętam pisałem, że PAX, podobnie jak ZNAK był koncesjonowanym przez władze PRL środowiskiem katolickim („postępowo katolickim”), że ma – podobnie jak ZNAK – zasługi (działalność wydawnicza, ochranianie ludzi „z przeszłością”) oraz swoją „martyrologię” (przycinanie działalności wydawniczej czy gospodarczej), oraz, że PAX nie mógł sobie pozwolić na rzeczy, na które mógł sobie pozwolić ZNAK, bo przedwojenna i wojenna przeszłość tego środowiska była inna, niż ZNAK-owska. Pisałem też, że ZNAK, podobnie jak PAX w zamian za koncesję na działalność składał systemowi pewne daniny, oraz chyba o tym, że taka np -Więź -szła w akceptacji systemu dalej niż ZNAK (przynajmniej do schyłku epoki gierkowskiej). W pańskiej optyce, o ile pamiętam zestawienie PAX-u, ze ZNAKiem i Więzią, jako środowisk koncesjonowanych przez władze PRL „katolików postępowych” jest czymś nie do przyjęcia, albowiem ZNAK i Więź to środowiska bez skazy, a PAX składa się wyłącznie ze skaz. Cóż, wydaje mi się, że moje podejście jest bardziej elastyczne i realistyczne.

  • Jerzy, i o to chodzi. Piszę jako człowiek skazany na wspólnotę z wami, Katolikami. Zawsze od was słyszę, że co złego to nie Kościół. Złe są tylko jakieś wyjątki. Przestałem już dyskutować, bo nie da rady… Działanie KK jest jednak takie, że taktownie milczy a w jego imieniu 9 na 10 popiera władzuchnę a jeden jej nie popiera. Potem, jak władza się zmienia, tych 9-ciu to przecież nie cały KK, i za wzór stawiany jest ten jeden. KK ma to opalcowane, że hej. Popatrz sobie na konstytucję 3 maja, Targowicę i rozbiory „O cześć wam panowie prałaci/ za naszą niewolę, kajdany…”.

  • @ tad9
    Po pierwsze, prosiłbym, żeby, pisząc do mnie, nie używał Pan formy „wy”. Jeśli to nie postkomunistyczny odruch, a ufam, że nie, to efekt mistyfikowana rzeczywistości. „Przepraszam, ale z nas dwóch jestem tylko ja jeden” – że przytoczę cytat z jakiejś książki, której tytułu już dziś nie pamiętam.
    Po drugie: wygodnie jest utożsamiać problem „brunatnej fali” z liczebnością kadr ONR-u. Ale kiedy ONR wzywa na marsze, które mi lezą pod oknami, to nie jest ich dwa tysiące, niestety. Poglądy tego rodzaju infekują zresztą atmosferę, inspirując zwyczajnych bandytów. Narodowcy będą w Sejmie w 2060 roku? Przecież już są. Zapomniał Pan chyba o Robercie Winnickim, Adamie Andruszkiewiczu i tak dalej. A dodajmy do tego nieobecnych w Sejmie, ale zabierających niestety głos publicznie: Marianie Kowalskim, Arturze Zawiszy, czy Krzysztofie Bosaku (no, tego w istocie dawno nie słyszałem). Z tym że, powtórzę: problem nie sprowadza się do kadr takiej czy innej organizacji, bo tekst „ja ich rozumiem” o łobuzach z Radomia wygłosiła pani nie należąca formalnie do żadnej kryptofaszystowskiej organizacji, tylko do partii rządzącej.
    Po trzecie: jeśli dziś, po zlikwidowaniu trójpodziału władzy, wciąż Pan ma ochotę na ironizowanie w związku z wszechwładzą Jarosława Kaczyńskiego, to znów nie wiem, czy to kłopoty ze wzrokiem, czy cynizm. Co gorsza dla Pana, to rozróżnienie przestaje być istotne.
    Po czwarte: jeśli naszą dyskusję o PAX i Znak pamięta Pan tak, jak Pan streszcza, to jest jeden z najbardziej przekonujących mnie powodów, żeby jednak postarać się znaleźć czas i udostępnić na nowo archiwum tego bloga. Nie mówiłem, że Znak nie popełniał błędów (zwłaszcza po 1976). Tyle że, mówiąc hasłowo, Sierow rozmawiał z Piaseckim, a nie z Turowiczem czy Stommą.
    Reszta w tym, co Pan pisze, jest przygnębiająco przewidywalna i boleśnie odległa od rzeczywistości.
    JS

  • „Brunatna zaraza”, „niestety zabierają głos publicznie”, „lezą pod oknami” – co by Pan chciał zrobić z ludźmi, wobec których używa takiego języka? Do czego może prowadzić stosowanie takiego języka?

  • @ Lex
    Z określenia „niestety zabierają głos publicznie” i „lezą pod oknami” wynika niewątpliwie moja głęboka abominacja do głoszenia poglądów (?) ksenofobicznych i uczestniczenia w manifestacjach trudno odróżnialnych od znanych z historii manifestacji faszystowskich. Nie wynika z tych słów, nie bez powodu, żebym „coś chciał zrobić z ludźmi”.
    Tym mniej wynika coś podobnego z określenia „brunatna zaraza”, która nie odnosi się do ludzi, tylko do poglądów i zachowań, rzeczywiście w mojej opinii nieakceptowalnych nie tylko w dobrym towarzystwie, ale w demokratycznym państwie po prostu.
    W czasach, w których na porządku dziennym jest określanie adwersarzy terminami „zdrajca”, „ubek”, radzenie im, by się „wynosili z tego kraju”, twierdzenie, że są „antypolscy” i tak dalej – Pana pytanie dowodzi imponująco delikatnej wrażliwości. Ufam, że niejednostronnej.
    Żeby nie pozostawiać niedomówień dodam, że chciałbym, by w Polsce było przestrzegane prawo, które wciąż, jakkolwiek teoretycznie, mówi: „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2” (KK art. 256, par. 1).
    Tymczasem prokuratura (!) wniosła, na szczęście bezskutecznie, o to, by sprawcy spalenia kukły Żyda we Wrocławiu zamienić trzy miesiące więzienia, zasądzone w I instancji, na dozór elektroniczny.
    Ukłony –
    JS

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Premium WordPress Themes