Podczas krótkiego pobytu w Szwajcarii udało mi się z przyjaciółmi obejrzeć retrospektywę Balthusa w Muzeum Fundacji Beyelerów w Riehen pod Bazyleą. Dzień wcześniej nasza znajoma zapytała, czy nie przeszkadza mi, że będziemy oglądać obrazy pedofilskie. Gdybym jej nie cenił i nie lubił, pewnie wzruszyłbym ramionami. Ale że ją cenię i lubię, jej kwestia chodzi za mną i chcę jej porządnie odpowiedzieć, zwłaszcza teraz, gdy (w odróżnieniu od niej) widziałem tę wystawę i wiem, że w Riehen nie było nic odstręczającego.

1. Zacznijmy od tego, że wbrew głupawym stereotypom, szerzonym za moich czasów przez szkołę podstawową, wielcy artyści bardzo rzadko dają się podziwiać za cokolwiek innego, niż ich sztuka. Francois Villon, autor genialnego „Wielkiego testamentu”, był najprawdopodobniej mordercą. O Dostojewskim szkoda gadać. To, co przeżyła z Zygmuntem Krasińskim jego żona, jeży włos na głowie. Wymieniam pisarzy, bo jako historyk literatury znam się na nich odrobinę lepiej, ale przyznajmy, że również Caravaggio nie prowadził się przykładnie, Dunikowski zastrzelił męża kochanki (w pojedynku, kiedy pojedynki były już zakazane), z trybu życia Warhola raczej nie da się zrobić etycznego wzorca i tak dalej. Przy czym przykłady te są w tym sensie nie a propos, że Balthus, jak na artystę XX wieku, miał życie względnie mało szokujące – o czym jeszcze na końcu, bo krążą na ten temat rozmaite zmyślenia.

2. Już Kochanowski we fraszce do Mikołaja Firleja zwracał uwagę, że kategorie moralne – a co dopiero prawne czy medyczne, jak pedofilia! – odnoszą się do życia, nie do sztuki. Na ogół intuicyjnie tego przestrzegamy; inaczej malarza, przedstawiającego, jak Judyta zabija Holofernesa, musielibyśmy posądzać o skłonności mordercze, twórcę płótna z Zuzanną i Starcami o voyeuryzm, a rzeźbiarza, który wykuł Heraklesa walczącego z lwem nemejskim o nienawiść do zwierząt. Wyjątek robimy dla seksu, na punkcie którego współczesność ma fioła. Przy czym fioł ów przejawia się na dwa sposoby: w erotycznym leseferyzmie i w pruderii. Naraz. Gdybyśmy spotkali człowieka, który by był równocześnie erotomanem i wiktoriańskim moralistą, odesłalibyśmy go na leczenie. Tymczasem kulturę o takim właśnie charakterze przyjmujemy bez mrugnięcia powieką. Może dlatego, że wprawdzie przyjemna jest ekscytacja seksualna, ale wielu ludzi odczuwa jeszcze większą przyjemność, gdy się gorszą. Litościwie nie będę przypominał, co o mechanizmie przyjemności ze zgorszenia wiemy z freudyzmu.

3. Sztuka miewa przy tym oczywiście funkcję kompensacyjną. W człowieku, także takim, który stara się żyć przyzwoicie, kotłują się nieraz demony. Żeby nie przedłużać, odeślę tu choćby do „Solaris” Lema i słów Snauta o tym, kim jest człowiek normalny, „taki, co nigdy nie popełnił niczego ohydnego (…) tylko w nim coś pomyślało, wyroiło się, dziesięć albo trzydzieści lat temu (…) i nie lękał się tego, bo wiedział, że nigdy nie wprowadziłby tego w czyn”. Dlatego psychoanalityczne interpretacje dzieł sztuki mam za nielojalne wobec artystów, bo na to skanalizowali oni to „coś, co im się pomyślało” w obrazy czy teksty, czy rzeźby (kompozytorzy mają najlepiej, nie da się ich przyłapać), żeby im tego nie przylepiać ponownie jako ludziom, obywatelom/obywatelkom, mężom/żonom, ojcom/matkom itd.

4. Po oczyszczeniu przedpola, przyglądam się teraz obrazom Balthusa. Szwajcarska retrospektywa przywraca proporcje: słynne lolitki (moja przyjaciółka nazywa je ładnie „baltuski”) to jeden, ale zdecydowanie nie jedyny ani nie najważniejszy temat jego twórczości. Balthus jest malarzem tajemnicy: w malarstwie eksploruje on to, co nieokreślone, zawieszone między zmysłowym konkretem a intelektualnym i emocjonalnym niezrozumieniem. Dziewczynki na tych kilku obrazach, które widziałem na żywo (i jeszcze kilkunastu do znalezienia w internecie) budzą niestosowne namiętności nie bardziej, niż ludzie w pasażu du Commerce-St. Andre, idący nie wiadomo skąd, dokąd ani w jakim celu, uchwyceni w ruchach, których sensu nie możemy dociec, pogrążeni w sprawach, których już nigdy nie rozpoznamy – to znaczy wcale. Nie rozumiem pociągu do nieletnich, ale wydaje mi się, że wyraża się w nim chęć przeciągnięcia ich na stronę dosadnej rzeczowości, gdy Balthusa intryguje moment, w którym człowiek (płci żeńskiej) nie rozumie jeszcze siebie ani swoich możliwych przyszłych wcieleń. Wymyka się on(a) wówczas wszelkiemu dookreśleniu. Przyjmuje prowokujące z pozoru pozy bezwiednie i bezcelowo. Patrzymy i wiemy, że nie rozumiemy, bo to jest poza naszym kategoriami poznawczymi; wszelkie próby nazwania wyprowadzają poza to, co widać naprawdę.

5. Ale, powie ktoś, pedofil, który zobaczy „Teresę drzemiącą” z 1938 roku, podnieci się, bo dziewczynka śpi z rozrzuconymi nogami i widać jej skrawek majteczek. Pewnie tak („pewnie”, bo rozmaite, nawet straszne ludzkie zachowania jestem w stanie zrozumieć, a to jest dla mnie czymś niepojętym). Tylko że jest to dokładnie ten sam argument, który uzasadniał wieloletni zakaz publikowania w Polsce powieści Henry’ego Millera, bo napalony nastolatek po przeczytaniu „Seksusa” wpadnie w nałóg onanizmu, już nie mówiąc o tym, co ta powieść może zrobić z erotomanem lub nimfomanką. Tymczasem, jeśli mówimy o sztuce, nie o rzeczywistości, to zło czai się w oku patrzącego, a nie w przedmiocie; tkwi w tym, co z naszymi wrażeniami zrobimy, a nie w tym, co je budzi. Rzecz jasna, niektóre dzieła stawiają odbiorcy wyższe wymagania, i nie mam tutaj akurat na myśli tzw. kapitału kulturowego, tylko wewnętrzną dojrzałość. Nie pokazywałbym „Pochodzenia świata” Courbeta chłopcu, który i bez tego myśli wyłącznie o tym, kiedy wreszcie znajdzie się z kobietą w łóżku (jest taki wiek, z którego się wyrasta, co zresztą nie znaczy zwykle, że ta myśl znika, tylko że obok niej pojawiają się inne…); na tej samej zasadzie nie sądzę, żeby idealnym prezentem dla sędziwych rodziców było dvd z „Miłością” Haneke, a dla kogoś, rozpoczynającego terapię antynowotworową, „Życie jako śmiertelna choroba…”Zanussiego. NIE WSZYSTKO JEST DLA WSZYSTKICH. „Sposób użycia” oraz „możliwe skutki uboczne” powinny być wypisywane nie tylko na pudełkach z lekarstwami, bo również przydałyby się przy niektórych dziełach sztuki. Skądinąd pośrednio się tam znajdują, w postaci informacji o granicach wieku przy filmach, konwencji okładek (Bogu dzięki, nikt nie sprzedaje de Sade’a w obwolucie sugerującej, że to coś w stylu „Kubusia Puchatka”), czasem ostrzeżeń przy wejściu do galerii. Przyznaję, w Riehen ich nie było, ale też trudno mi sobie wyobrazić, żeby w drzwiach muzeum umieszczać napis „Pedofilom wstęp wzbroniony” (uznano by pewnie, że to chamski chwyt reklamowy, w takim dziwnym świecie żyjemy).

6. I teraz zaglądam do internetu, wpisuję do wyszukiwarki nazwisko Balthusa i prawie na samym początku wyskakuje mi artykuł pani Agnieszki Bukowczan-Rzeszut na stronie Ciekawostkihistoryczne.pl, zatytułowany ni mniej ni więcej, tylko: „Pedofilia jako przepis na życiowy sukces? Szokująca prawda o wybitnym malarzu”. Więc rzucam się do czytania, zaniepokojony, że widocznie czegoś o Balthusie nie wiem. No i… nic. Żeby nie przedłużać, zacytuję jedynie odautorskie podsumowanie tego zdumiewającego tekstu. Brzmi tak:

„Jeśli jednak wiemy, że Balthus sypiał przynajmniej z jedną swoją nastoletnią modelką, a z dwiema innymi się ożenił, to pozostaje pytanie, czy za niepokojącymi historiami utrwalonych na płótnach Balthusa dzieci nie kryje się jakaś dużo bardziej ponura historia…”

Uwielbiam formułę „pozostaje pytanie, czy” – można po niej umieścić dowolne zniesławienie. Tymczasem w rzeczywistości:

a) z Antoinette de Wateville Balthus ożenił się po latach starań (kobieta początkowo przyjęła ofertę małżeństwa od kogoś innego); panna młoda dawno już nie była nastolatką. Być może miał z nią w młodości romans. Romanse nastolatków nie wypełniają znamion pedofilii. Także nie ma z nią związku fakt, że żonę nazywał Balthus „Bebe”, co rzeczywiście – jak podkreśla autorka – można tłumaczyć jako „Bobasek”, ale to tak, jakby uważać za przesłankę podejrzenia o zbrodnię pedofilii fakt, że jakiś Polak mówi do żony per „Dziecinko”. Autorka zdaje sobie z tego sprawę, więc dorzuca informację o bracie Antoinette, który popełnił samobójstwo. Pisze: „Bardzo możliwe, że Balthus sypiał również z jej bratem”. To „bardzo możliwe” znaczy dokładnie tyle, ile „pozostaje pytanie, czy”.

b) w istocie, podobno Balthus sypiał z szesnastoletnią modelką, mając lat 50. Zwracam uwagę na kolejne charakterystyczne słówko: „podobno”. Pięćdziesięciolatek, który decyduje się związać z szesnastolatką, zapewne nie umie przewidywać dalszego biegu wydarzeń, ale nawet w świetle (europejskiego) prawa nie jest przestępcą; w USA, owszem, miałby dziś kłopoty;

c) druga żona Balthusa, Japonka, w chwili ślubu miała 25 lat, więc ten przypadek jest w ogóle nie a propos.

7. Z całej sprawy zostaje zatem rzeczywiście szokujący obraz „Lekcja gry na gitarze”. Ale dobrze byłoby pamiętać o istotnej w kręgu surrealistów (wokół których młody Balthus krążył) koncepcji Antonina Artauda o „wcieraniu metafizyki przez skórę”, czyli o idei, że odbiorcę trzeba szokować. Nota bene obraz, przedstawiający rozchełstaną kobietę, która jedną ręką trzyma nieletnią dziewczynę za włosy, a drugą ją masturbuje, powstał w tym samym okresie, w którym Bunuel i Dali nakręcili „Psa andaluzyjskiego” ze sceną przecinania oka brzytwą. A nie sugeruje się, że byli sadystami (cokolwiek o Salvadorze Dalim powiedzieć).

Problemu by zapewne nie było, gdyby nie upiornie liczne dzisiaj doniesienia o molestowaniu seksualnym dzieci (ostatnio zwłaszcza w Kościele katolickim; mówiąc nawiasem, jako ministrant nigdy tego nie doświadczyłem, więc też trzymajmy się faktów i stwierdziwszy z przygnębieniem nadreprezentację pedofilów w stanie duchownym, nie insynuujmy, że pedofilów jest tam większość, bo to kłamstwo). Akty pedofilskie są odrażającą zbrodnią. Wszelako nie wyrafinowane obrazy Balthusa odpowiadają za zuchwałą działalność zbrodniarzy.

 

Udostępnij


O mnie



  • Chętnie za pańską wypowiedź powiesiłabym małe buciki na drzwiach pańskiego mieszkania!!!

  • @ Dominika
    Jest Pani pewna, że WOLNO PANI na podstawie mojej wypowiedzi zrobić ze mnie obrońcę pedofilów? Proszę czytać ze zrozumieniem.
    Zniesmaczony –
    JS

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Premium WordPress Themes