Po czterdziestu dwóch latach (!) wróciłem sobie do „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej. Pierwszy raz sięgnąłem po tę powieść znając już chyba film Antczaka – przebicie się w wieku lat szesnastu przez pięć tomów gęstej prozy zawdzięczam prawdopodobnie silnym wrażeniom, wyniesionym z kina. Zdaje się, że pomogła mi też choroba: złapałem późną zimą jakieś zapalenie oskrzeli, z tego powodu przez dwa tygodnie siedziałem w domu i lektura powieści-rzeki mogła mi wypełniać całe dni.

Mój własny zachwyt historią Barbary i Bogumiła, i Agnieszki, był jednak wtedy zaskakujący dla mnie – i teraz, przeczytawszy całość na nowo, nie jestem wcale mądrzejszy. Dlaczego, u licha, mi się to podoba? Nie byłem nigdy entuzjastą realizmu, w którym grę wyobraźni paraliżuje nadmiar szczegółów. Mimo wzruszających i pociesznych prób moich sióstr i braci w Filologii, nie sposób dowieść, że Dąbrowska nie jest w XX wieku epigońska: przecież wskrzesza raczej tradycje Balzaca niż Prousta, to w najlepszym razie polscy „Buddenbrookowie”, a nie „Doktor Faustus”. A jednak okazuje się, że kiedy Duch Święty powieje na pisarza (już sobie wyobrażam, co by Dąbrowska powiedziała na tę religijną metaforę…), czas traci władzę nad literaturą i zagadnienie, czy książka odpowiada klimatowi swojej epoki, czy też nie, robi się kwestią drugorzędną. Póki nie dobrniemy do ucieczki pani Barbary z Kalińca, żyjemy jej życiem, denerwujemy się jej wiecznym niezadowoleniem, współczujemy Bogumiłowi, razem z Agnieszką podziwiamy piękno istnienia i cieszymy się jej miłością z Marcinem. A niech by i to było napisane po premierze „Czekając na Godota” albo równocześnie z „Wojną polsko-ruską”. Jakie to ma znaczenie, skoro rzecz zniewala?

Oczywiście, że kocimiętką dla takiego czytelnika, jak ja, jest melancholia, tak znakomicie wydobyta przez Jerzego Antczaka i jego aktorów (Barbara, choć w powieści brunetka, już zawsze będzie miała dla mnie rysy Jadwigi Barańskiej, jak Bogumił – Jerzego Bińczyckiego, Agnieszka – młodziutkiej Stanisławy Celińskiej, Michasia – Janiny Traczykówny, a Lucjan Kociełło – Emira Buczackiego). Melancholizowałem się (to jak: „lumpować się”) już na początku liceum. Ale, co dziwne, teraz, cztery dekady później, akurat melancholia tego tekstu wydaje mi się znacznie mniej dojmująca, niż wtedy. Może wówczas świadomość przemijania, niepewność, na co to wszystko, stanowiła dla mnie jakąś nowość, dziś skłonny jestem raczej skwitować sprawę kiwnięciem głowy, „aha”, i żyć dalej. Może skóra mi zgrubiała. Oby.

W czasie tej ponowionej lektury uderzyła mnie raczej wielość spraw i postaci, no i właśnie nie przemijanie, ale przeciwnie: zwycięstwo nad czasem, skoro w roku 2020 przejmuję się dawno już pewnie zabudowanymi placami na Oczkowie i rozdrażniam wyczynami Tomaszka sprzed 120 lat. Częściej niż kiedyś śmiałem się teraz z reakcji pani Barbary, bo rozpoznaję tę logikę, gdy np. kobieta chce posłać córkę do szkoły X, a kiedy mąż mówi: „dobrze”, zarzuca mu, że lekceważy problem i zaczyna przedstawiać argumenty przeciwko takiej decyzji; ale wystarczy, żeby mąż, rozpaczliwie dążący do zgody, powiedział: „no to nie posyłajmy”, oburza się, że mąż zamierza zaniedbać edukację córki. Wydaje mi się też, że zauważałem niuanse, które dawniej zupełnie mi umykały: w 1978 roku, pobożnym młodzieńcem będąc, z niepokojem przyjmowałem antyklerykalne przekonania Agnieszki, które obecnie wydają mi się bezdyskusyjnie trafne, przeoczyłem też sprawę Janusza Ostrzeńskiego, tak delikatnie zasugerowaną, że nawet teraz nie jestem pewien, czy się nie mylę.

Chodzi o to, że za ślicznym Januszem szaleją kobiety, a on im ulega, ale jakoś tak bez przekonania; a kiedy uczepiła się go Celina, traktuje ją z mimowolnym okrucieństwem. Przyjaźń łączy go jedynie z samotnie żyjącym panem Ceglarskim i znajdujemy jedną scenę, gdy panowie rozmawiają – Janusz leży sobie na szezlongu – a rozmawiają oczywiście o właściwym stosunku do życia, bo w tym tomie powieść nabiera, prawdę mówiąc, nieco rezonerskiego charakteru. Otóż przeleciało mi przez głowę, że Dąbrowska w początkach lat 30. zapewne nie chciała się zdecydować na jaśniejsze postawienie sprawy, ale wiele by tłumaczyło, gdyby uznać, że w relacji Ceglarskiego i Janusza kryje się coś homoerotycznego. No i w wydaniu „Nocy i dni”, które mamy w domu, zamieszczono obszerny aneks, a w nim między innymi odrzucone przez pisarkę fragmenty tekstu. I tam czytam:

Ceglarski pokiwał głową.

– (…) mógłbyś być niczym, parobkiem od gnoju, a jeszcze byłbyś czymś niebywałym, osobliwością, rzadkością, której nic nie może odjąć wartości.  

– I uroku – dodał po chwili z przymusem.

Janusz, który miał teraz głowę wspartą na pięści i zwróconą ku ziemi, podniósł ją i potoczył ku Ceglarskiemu swym turkusowym spojrzeniem. Ceglarskiemu wydało się, że oczy przepłynęły przez pokój jak mieniący się strumień.

I nieco dalej, znów mówi Ceglarski:

– (…) Są też – dodał z wahaniem, patrząc w ziemię – takie dyspozycje uczuciowe, które działają na nas pobudzająco do życia w nieznacznej dawce niby narkotyk, którego pełna porcja podziałałaby może jak czynnik śmiertelnego rozkładu.

Zapadło milczenie. Janusz obrócił się znów na pokój. Spojrzenia ich spotkały się i błyskawicznie rozbiegły.

Jak na Polskę, lata 30. XX wieku, wydaje mi się to wystarczająco jasne. Oczywiście, pozostaje pytanie, jaki mają właściwie status odrzucone przez autora fragmenty tekstu. Ale te kwestie, choć wykreślone, usprawiedliwiają moim zdaniem hipotezę, dla której w ostatecznej wersji powieści istnieją przesłanki zbyt enigmatyczne, by dało się je wskazać.

No i trzeba jeszcze powiedzieć o nenufarach. A raczej o nenufarach i fotografii Bogumiła. Jest to fascynujące, że Antczak jako scenarzysta własnego filmu wyeksponował z powieści dwie sceny, które w tekście Dąbrowskiej zajmują po jednym niedługim akapicie i nie jestem przekonany, że gdyby nie film, zwrócilibyśmy na nie uwagę. Tak, Toliboski wszedł kiedyś do wody i przyniósł Barbarze kwiaty. Tak, w wojennym zamieszaniu Barbara zostawiła jedyną fotografię męża (to drugie to w ogóle jedno zdanie). Tymczasem, jeśli dobrze pamiętam wersję kinową, wokół tego zapomnienia i utraty krążą jej myśli, gdy trzęsącą się furką uwozi ją stary Szymszel. No a scenę, gdy Karol Strasburger w białym ubraniu tapla się w błotnistym jeziorku wśród nenufarów, zna chyba każdy kinoman z mojego pokolenia. Dobry scenarzysta umie z takiego właśnie zdanka, akapiciku, zrobić scenę, które nie da się zapomnieć.

Ale tak w ogóle, to ja się boję sposobu myślenia Barbary. Tego podejrzenia, że nasze zabieganie jest po nic, prawdziwe życie jest gdzie indziej, a wszystko miało być przecież inaczej. Dobrze znam te niepokoje, ale robię co mogę, żeby je potraktować jak ogrodnik chwasty, gdy rozkrzewiać się ma Bogumiłowe upodobanie do konkretnej pracy, albo Agnisiny zachwyt rzeczywistością. Pewnie dlatego Barbara zarówno mnie pociąga, jak drażni. Niby krzywe odbicie w lustrze, albo portret nas samych nieudany w tym sensie, że pokazuje to, czego nie chcemy o sobie wiedzieć.

A propos. Stryj Klemens, obłąkany w wyniku powstaniowych przeżyć starzec, ma w powieści tyle mniej więcej lat, ile ja dzisiaj. Powinienem się już do takich odkryć przyzwyczaić, ale ciągle mi nie idzie…

Fotos z filmu „Noce i dnie” ze strony swiatseriali.interia.pl

Udostępnij


O mnie



  • W powstaniach się szybciej ludzie starzeli, niech się pan Redaktor nie przejmuje. Jak również tym, że zapewne jest Pan starszy od „starego subiekta”.

  • (…) Są też – dodał z wahaniem, patrząc w ziemię – takie dyspozycje uczuciowe, które działają na nas pobudzająco do życia w nieznacznej dawce niby narkotyk, którego pełna porcja podziałałaby może jak czynnik śmiertelnego rozkładu.

    Nie sądzę, by można było krócej i trafniej ująć zjawisko – niezależne od orientacji, którą w tym przypadku subtelnie sygnalizuje Dąbrowska – jakim są mroczne i niepokojące fascynacje, którym lepiej nie ulegać bez reszty, bo groziłoby to stoczeniem się w otchłań autodestrukcji, ale choć trochę ulec im niepodobna. Czuję się wręcz oszołomiony siłą rażenia tego krótkiego cytatu.

  • Errata: oczywiście powinno być „choć trochę nie ulec”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Premium WordPress Themes