Poza przeklejeniem trafnego komentarza znajomego z FB nie odzywałem się w sprawie g…burzy na temat wypowiedzi Olgi Tokarczuk, bo liczyłem, że skoro przedmiot afery jest – najłagodniej mówiąc – dęty, to rzecz ucichnie i będzie spokój. Ale ponieważ już kilka osób w sieci zaczęło mnie „wywoływać do tablicy”, więc jednak „przerywam milczenie”, jak to prześlicznościowo ujmują portale informacyjne. Choć mam poczucie, że napiszę same oczywistości.  

Najpierw może ustalmy, o czym tak naprawdę jest mowa, bo wyrwanie z kontekstu jednego zdania naprawdę nie służy rozumieniu. Cały ten fragment prowadzonej przeze mnie rozmowy brzmiał tak (spisuję z podcastu na stronie Festiwal Góry Literatury, od 1:02:47). Ponieważ w piśmie coś ważnego się gubi, przypominam tylko, że rozmowa toczyła się z obustronnymi mrugnięciami do siebie; jak Olga była uprzejma zaznaczyć na początku, my się znamy od kilkudziesięciu lat, wielokrotnie się spieraliśmy, ale zawsze z zainteresowaniem słuchając drugiej strony i nigdy z agresją.

„JS: Mnie się niezwykle podoba podtytuł „Empuzjonu” – czyli „Horror przyrodoleczniczy” – i chciałbym, żebyś powiedziała, jak widzisz… Bo tak: z jednej strony tradycja Manna, którego traktujesz ironicznie…

OT: Ale z miłością. Naprawdę.

JS: No, tak. Manna tak. Ale czułego narratora wobec mężczyzn nie stosujesz. Ale Manna rzeczywiście.

OT: Jak to nie?!

JS: Natomiast… Jednocześnie horror jest z tradycji literatury gatunkowej, żeby nie powiedzieć, że literatury masowej, bo to pojęcie już dzisiaj coraz mniej znaczy. I ty konsekwentnie od lat jakby grasz na dwóch stolikach, które w dodatku zsuwasz razem, nie?

OT: …

JS: Bo jesteś Noblistką, bardzo popularną pisarką – to są dwa zdania, które jednak w XX wieku często oznaczały zupełnie inne obiegi, mam wrażenie.

OT: Podzielam fascynację prozą gatunkową czytelników. Czytelnicy jakoś  czują się bardziej bezpiecznie, jeżeli kupują książkę, która jest gatunkowa; kupują kryminał – wiedzą mniej więcej, co będzie się działo, albo horror, i te sposoby opowiadania mają swoje prawidła, w nich się dobrze jest poczuć, czytelnik się też czuje bezpiecznie. Mnie sprawia przyjemność jakby rozmontowywanie czy przesuwanie tych granic…

JS: No właśnie, bo w wykładzie noblowskim to bardzo zgryźliwie o tych gatunkach mówiłaś przecież!

OT: Bo głęboko wierzę, że można literaturę gatunkową podnieść na wysoki poziom. Powiedzmy sobie szczerze, proszę państwa, cała literatura, jakakolwiek, gatunkowa – niegatunkowa… Literatura nie jest dla idiotów (śmiechy wśród publiczności, oklaski). Ja nie… nigdy nie oczekiwałam, że wszyscy mają czytać. I że moje książki mają iść pod strzechy. Wcale nie chcę, żeby szły pod strzechy. Literatura nie jest dla idiotów. Żeby czytać książki, trzeba mieć jakąś kompetencję, trzeba jakby mieć wrażliwość pewną, pewne rozeznanie w kulturze. Te książki, które piszemy – tak jak mówiłam – one są gdzieś zawieszone, zawsze się z czymś wiążą. Nie wierzę, że przyjdzie taki czytelnik, który kompletnie nic nie wie i nagle się zatopi w jakąś literaturę i przeżyje tam katharsis. Więc piszę swoje książki dla ludzi inteligentnych, którzy myślą, którzy czują, którzy mają jakąś wrażliwość. Uważam, że moi czytelnicy są gdzieś do mnie podobni. Piszę do… jakby do krajanów swoich. (oklaski, okrzyki: brawo!)

Z drugiej strony też chcę ich ośmielić do tego, że można mówić o rzeczach poważnych wcale nie zaciukając się nad jakimiś zdaniami na sześć stron i w ogóle z jakąś… Wydaje mi się, że literatura przede wszystkim powinna poszerzać nam świadomość, a w jaki sposób to zrobi, to już jest kwestia tego, kto to pisze. Po każdej książce powinniśmy być jakby bardziej wolni i wiedzieć więcej, czy czuć więcej – to jest cel tego. I zabawa, bo to jest zabawa z taką prozą gatunkową,  daje mi  jakiś rodzaj przyjemności. Z całą świadomością tego, że horror różni się od powieści detektywistycznej czy kryminalnej tym, że wprowadza wątki nadprzyrodzone. I ten wątek nadprzyrodzony tutaj wydawał mi się nawet jakoś konieczny…” (pisarka przechodzi do wyjaśniania roli Natury w swojej powieści, wprowadzonej przez ów wątek).

Teraz parę kontekstów:

  1. „Nigdy nie oczekiwałam, że… moje książki mają iść pod strzechy” to nie wyraz niechęci do czytelnictwa na wsi (skądinąd: naprawdę po wsiach jest dzisiaj tyle chat krytych strzechą?!), tylko aluzja do słów Mickiewicza: „O, gdybym kiedy dożył tej pociechy, żeby te księgi zbłądziły pod strzechy…”, a bliżej do trawestującego go Witkacego: „Nie zabrną me twory popod żadne strzechy, bo wtedy na szczęście żadnych strzech nie będzie…”. Jeśli ktoś tego nie wie, to – przepraszam bardzo – ilustruje własnym przykładem podstawową tezę Autorki: że książki, wypowiedzi pisarzy, są zawieszone w kulturze, odsyłają do siebie nawzajem, i kompetencja kulturowa polega właśnie na odczytywaniu (poza największymi erudytami – zawsze tylko częściowym) tych „linków”, aluzji, powinowactw.
  2. „Idiota” nie jest w dzisiejszym języku, i to od kilkudziesięciu lat, synonimem człowieka z niepełnosprawnością intelektualną, tylko aroganckiego głupka. Vide: „Nie bądź idiotą, Brunner” (ze „Stawki większej niż życie”, sprzed ponad pół wieku).
  3. „Żeby czytać książki, trzeba mieć jakąś kompetencję” – kompetencję, nie pozycję społeczną, willę z ogródkiem albo tytuł profesorski. Sto lat po „Buncie mas” Ortegi y Gasseta jest (moim zdaniem) trochę kompromitujące mieszanie tych kategorii. Przypominam jego zdanie, niestety wciąż aktualne: „Dla chwili obecnej charakterystyczne jest to, że umysły przeciętne i banalne, wiedząc o swej przeciętności i banalności, mają czelność domagać się prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi i do narzucania tych cech wszystkim innym” (podkr. JS). Nie ma w tym słynnym aforyzmie mowy o statusie klasowym – jest o mentalności.
  4. Mówi to wszystko pisarka, której w latach 90. wielu krytyków starszego pokolenia zarzucało powinowactwo z Whartonem, przy czym to nazwisko wówczas znaczyło tyle, ile trochę później Coelho. Niemało wśród dzisiejszych jej chwalców twierdziło wtedy, że Tokarczuk kopiuje i UPRASZCZA (rzecz jasna nieudolnie, bo nie należała do ówczesnego Parnasu) Marqueza i Hessego. Teza, którą głosiłem z kilkoma – dosłownie: kilkoma – krytykami, że jej twórczość to wywiedziona z postmodernizmu „gra na dwóch stolikach”, podwójne adresowanie powieści, przyjaznych dla odbiorcy, a jednocześnie otwartych na głębokie interpretacje, była odrzucana jako wyraz „pokoleniowego impresariatu”, kreowanie na wielkość „neo-gówniarzerii” (to określenia z tamtej epoki). Młodsi od nas mają, rzecz jasna, prawo tego nie wiedzieć, my oboje pamiętamy (co poradzić).
  5. Ten sam postmodernizm zakwestionował podział na literaturę (sztukę) masową i literaturę (sztukę) ambitną, zwracając nie bez słuszności uwagę, że skonstruowanie obu tych pojęć służy stratyfikacji społecznej. To znaczy: zarówno znajomość tej pierwszej („wielokrotnie czytałem Trędowatą Mniszkówny”), jak nieznajomość drugiej („nie znam Czarodziejskiej góry Manna”) wykluczała z tzw. dobrego towarzystwa, które po wojnie w Polsce nie miało innych wyznaczników swojej elitarności (jak pozycja finansowa czy mieszkanie we właściwych regionach). Nie oznaczało to jednak – i tego anty-postmoderniści nie rozumieli, jak zresztą dalej nie rozumieją – zakwestionowania różnicy między jakością roboty artystycznej czy intelektualnej: postmodernizm mógł bawić się konwencją kryminału („Imię róży” Umberta Eco) albo filmu sensacyjnego („Dzikość serca” Lyncha), ale nie twierdził, że Zenon Martyniuk jest równie atrakcyjny, co Jimi Hendrix albo (!) Jan Sebastian Bach.
  6. Dodajmy jeszcze, że chodzi o wypowiedź pisarki, zaangażowanej w pomoc wykluczonym, wielokrotnie protestującej przeciwko sztucznym hierarchiom, wypowiedź wygłoszoną na festiwalu, stworzonym przez nią samą dla ożywienia zakątka, który jest bardzo piękny, dokąd chętnie przyjeżdżają turyści, ale który na mapie kulturalnej Polski był przez dekady nieomal zupełnie białą plamą. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na reakcje publiczności, doprawdy nie złożonej wyłącznie przez przyjezdnych ze stolycy lub z Wrocławia. Na miejscu zdanie, które oburzyło internautów, wywołało aplauz!

Dopiero teraz wychodzi bezmiar nieporozumienia, wywołanego przez niejaką panią Staśko (ta formuła nie jest wyrazem pogardy, tylko niechęci). Moje pytanie dotyczyło wykorzystywania w „Empuzjonie” dwóch kontekstów kulturowych: literatury „wysokoartystycznej” i literatury gatunkowej, o której OT w wykładzie noblowskim mówiła z dezaprobatą, że zamyka czytelnika na intelektualno-artystyczną przygodę. W odpowiedzi OT stwierdziła, w mojej ocenie, kilka kwestii oczywistych. Po pierwsze, że z literatury gatunkowej da się zrobić wehikuł dla refleksji serio. Po drugie, że refleksja serio, poszerzająca naszą wolność, a więc m.in. obdarowująca wyzwoleniem ze schematyzmu, jest celem literatury. Po trzecie, że czytelnicy literatury, którzy (siłą rzeczy) chcą się ze schematów wyrwać, stanowią od dawna klub dość elitarny – oczywiście nie w sensie klasowym, tylko mentalnym. Po czwarte, że rozpowszechniony w dobie internetu egalitaryzm kulturowy w duchu „a ja nic w tej książce nie widzę, proszę pisać jakoś inaczej” (autentyk) jest ufundowany na wyobrażeniu, że literatura nie wymaga pewnych umiejętności przyrodzonych i pewnej orientacji w kulturze. To ostatnie powinna zapewniać szkoła, a jeśli tego nie robi, można uprawiać skuteczne samokształcenie, ale trzeba tego chcieć. Kto nie chce, a wypowiada się z pozycji „najmądrzejszego w całej wsi” (znów: żadnych antywiejskich resentymentów, w tym powiedzeniu chodzi o geograficzny zakres porównania), sam sytuuje się na pozycjach aroganckiego głupka. Po piąte, że mimo oczywistej równości moralnej (każdemu przysługuje ta sama godność) i politycznej (każdy ma te same prawa), różnicujemy się sami, chcąc się rozwijać lub nie.  

Czy takie postawienie sprawy wyraża pogardę? Nie; jest natomiast wyrazem dezaprobaty dla silnych dziś zjawisk społecznych. Łatwość zyskania odbiorców w internecie sprawia, że zanika potrzebny wspólnocie kult kompetencji, znajomości rzeczy: więc ktoś, kto nie zna fizyki, szerzy bzdury o chemitrails; ktoś, kto nie zna się na lotnictwie, orzeka z wielką pewnością o wypadkach lotniczych, a ktoś, kto przeczytał niewiele, a z kanonu kultury w ogóle nic, rozdaje rangi w literaturze. Upomnienie się o to, że, aby oceniać, trzeba najpierw coś wiedzieć, i że nie wszystko jest dla wszystkich, stanowi akt walki z populizmem, a nie pogardę dla ludzi „prostych” w sensie klasowym. Przeciwnie, kiedy doktorantka (a może już doktorka, nie udało mi się tego ustalić) z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w zdaniu „literatura nie jest dla idiotów” widzi atak na klasę nieuprzywilejowanych, definiuje tych, których rzekomo broni, w sposób wielce obraźliwy.  

(fot. Agnieszka Duraczyńska-Sosnowska)

Udostępnij


O mnie



  • Panie Jerzy,
    Bardzo dziękuję za ten głos!
    Jedna drobna uwaga: Jimi Hendrix (nie Jimmy :))
    Pozdrawiam

  • Literatura jest dla tych, którzy znają litery i chcą czytać. To punkt pierwszy, a punkt drugi – odzywajmy się do siebie z szacunkiem i z miłością, nie używając przy tym obraźliwych epitetów. Aż tyle i tylko tyle, a będziemy żyć w zgodzie i dobrze będzie się nam razem wiodło.

  • @ToMasz
    Poprawiłem, dziękuję za spostrzegawczość (i przepraszam za gapiostwo).
    Pozdrowienia wzajemne!
    JS

  • Dobra literatura jest zawsze dyskursem o charakterze erudycyjnym. Z jednej strony pisarz obdarowuje czytelnika tekstem, w którym zawiera, a tak jest w przypadku twórczości Olgi Tokarczuk, ogromną ilość odnośników do utworów innych autorów, do poglądów innych osób, do faktów historycznych i ich interpretacji. To jest naturalne środowisko każdej dobrej literatury, niezależnie od gatunku. Z drugiej strony czytelnik ma szansę dostrzec wszelakiego tego rodzaju nawiązania czytając dobrą książkę. To, w jakim stopniu czytelnik jest do tego przygotowany zależy wyłącznie od jego erudycji. Szczęśliwie – jak sądzę – każdy człowiek posiada inny zasób wiedzy, wyznaczający jego indywidualną kondycję w zakresie erudycji, dzięki czemu każde dzieło literackie posiada niezliczoną ilość różnych odczytań. Dotyczy to również profesjonalnej krytyki literackiej. – Z tego punktu widzenia wypowiedź Olgi Tokarczuk była po prostu publicznym przypomnieniem ogólnie znanego faktu. Jest jednak jedno ale! Nasza Noblistka nie jest już osobą prywatną… Jest nie tylko pisarką, nie tylko osobą publiczną, lecz również jest osobą pełniącą funkcję Ambasadora Kultury. A do „obowiązków” ambasadora kultury w Polsce, w moim głębokim przekonaniu, należy m.in. krzewienie czytelnictwa. Dlatego cytowaną przez Pana wypowiedź Olgi Tokarczuk osobiście odebrałem jako pewnego rodzaju niezręczność, polegającą na próbie zmiany perspektywy Mickiewiczowskiej w sprawie nieszczęsnego, mizernego ze statystycznego punktu widzenia czytelnictwa w Polsce. Zatem zmuszony jestem zaprotestować i zgłosić slogan: Książki Olgi Tokarczuk pod strzechy – rownież tam!!! Pozdrawiam Pana bardzo serdecznie, Isaac Jacobovsky

  • Straszny populizm, by wykręcić się od odpowiedzialności za cynizm, bezmyślność i właśnie pogardę! Swoją drogą wtedy do publiczności „czuła narratorka” była odważna, a teraz moderator odwraca kota ogonem i brutalnie atakuje Maję Staśko.

    Zacznijmy od „gównoburzy”. Tak wypowiada się polska noblowska inteligencja? To nie jest pogarda?

    cyt: „Żeby czytać książki, trzeba mieć jakąś kompetencję” […] umysły przeciętne i banalne mają czelność narzucania cech wszystkim innym”
    Żeby czytać książki trzeba tylko znać litery i chcieć czytać i nawet Noblistka w tym nie przeszkodzi. Natomiast najpierw mowa o „czytaniu”, a potem o „narzucaniu”… Kto tu próbuje narzucić nielogiczną wykładnię?

    cyt: „warto zwrócić uwagę na reakcje publiczności, doprawdy nie złożonej wyłącznie przez przyjezdnych ze stolycy lub z Wrocławia. Na miejscu zdanie, które oburzyło internautów, wywołało aplauz!
    Dopiero teraz wychodzi bezmiar nieporozumienia, wywołanego przez niejaką panią Staśko (ta formuła nie jest wyrazem pogardy, tylko niechęci)”
    Czysty cynizm. Autor rubaszność tłumu pochwala, „stolyce” wyśmiewa i sam staje się wstydliwie rubaszny i agresywny atakując Maję Staśko, jak gdyby to ona była autorką wyniosłych i pogardliwych słów noblistki.

    cyt: „Kto nie chce, a wypowiada się z pozycji „najmądrzejszego w całej wsi” sam sytuuje się na pozycjach aroganckiego głupka”.
    Święte słowa! Komentarza ani słowa nie potrzeba!

    cyt: „mimo oczywistej równości moralnej (każdemu przysługuje ta sama godność) i politycznej (każdy ma te same prawa), różnicujemy się sami, chcąc się rozwijać lub nie. Czy takie postawienie sprawy wyraża pogardę? Nie”
    Autor tych wstydliwych słów relatywizujących fundament ludzkich relacji pyta i od razu sobie odpowiada, a potem podaje przykład: „ktoś, kto nie zna fizyki, szerzy bzdury o chemitrails; ktoś, kto nie zna się na lotnictwie, orzeka z wielką pewnością o wypadkach lotniczych, a ktoś, kto przeczytał niewiele, a z kanonu kultury w ogóle nic, rozdaje rangi w literaturze. Upomnienie się o to, że, aby oceniać, trzeba najpierw coś wiedzieć, i że nie wszystko jest dla wszystkich, stanowi akt walki z populizmem, a nie pogardę dla ludzi w sensie klasowym.”
    To szczytowe osiągnięcie manipulacji i cynizmu. Autor „pogardę” dla logiki, ludzkiego rozumu i szacunku dla ludzi nazywa „walką z populizmem”. To przejaw niczym nieuzasadnionego domagania się uznania wyższości autora nieposkładanych w logiczną całość słów – a priori bo tak jest i tak ma być! Nie boję się użyć stwierdzenia, że to nikczemna postawa samozwańczego cara.

    Nie użyłbym tego ostatniego słowa, gdyby nie pogarda, która wybuchła ze słów – cyt: „kiedy doktorantka w zdaniu „literatura nie jest dla idiotów” widzi atak na klasę nieuprzywilejowanych, definiuje tych, których rzekomo broni, w sposób wielce obraźliwy.” To szczyt obłudy, biorąc pod uwagę, że sama Olga Tokarczuk wprowadza do dyskursu pojęcie idioty i zakazuje mu kontakt z literaturą.

    Jak długo jeszcze bezkrytyczni wyznawcy będą iść w zaparte i jak to mówią na odmianę „idioci”:”rżąć głupa”. To fajne dopełnienie inteligenckiej „gównoburzy”. Wszystko na miarę wypowiedzianych publicznie niefrasobliwych i swawolnych słów przez Olgę Tokarczuk.

    Zachęcam Noblistkę do przeprosić, a Panów-mądrzejszych to odrobiny szacunku dla inteligencji czytelnik i zidiocenia idioty

  • Pomijając, że internetowe oburzenie jest godne lepszej sprawy i że wypowiedź była co najwyżej niefortunna, zastanawiam się, czy osoba parająca się zawodowo słowem nie powinna znaleźć lepszego zwrotu niż „idiota”?

    Bo po pierwsze: konotacja językowa jest fatalna, nawet jeśli oczywistym jest, że nie chodzi o osoby chore, tylko o aroganckich głupków. Jak Pan sam pisał, unikanie pewnych zwrotów jest kwestią przyzwoitości, a nie poprawności politycznej (i tutaj mój wtręt – być może nie do końca chodzi o to, co się chciało przekazać, ale też trochę o to, co druga strona zrozumie).

    A po drugie: świat tutaj jest uproszczony do sytuacji, gdzie są osoby, które posiadają pewne kompetencje kulturowe, i te drugie – aroganckie i głupie. Jest to oczywiście fałszywa dychotomia. Gdyby przykładowo programista zasugerował, że osoby nie posiadające pewnych podstawowych kompetencji matematycznych, są idiotami, też nie byłoby to fortunne sformułowanie (pomimo tego, że powstają też programy, które nie są przeznaczone dla osób bez owych kwalifikacji).

    Zgadzam się, że afera jest dęta; komentuję jako czytelnik bloga, nie jako oburzony.

    Pozdrawiam,
    Daniel

  • Komentarz nie wygodny dla mainstreamu literackiego? Taką chcecie nam dać alternatywę dla PiS? 🙁

  • Bardzo dziękuję za ten komentarz! Zwłaszcza gdy wrzutka na FB zaczyna żyć życiem własnym i okropnym a zrozumienie nie jest warunkiem wypowiadania się

  • Jestem na urlopie. Wziąłem ze sobą do czytania „Empuzjon”, „E.E.” i „Bieguni” (dla przypomnienia).
    Idiota

  • Panie Jerzy pozwolę sobie Pana zacytować ale ten fragment idealnie oddaje to, co pomyślałem sobie o reakcji Pani Mai Staśko.
    „kiedy doktorantka (a może już doktorka, nie udało mi się tego ustalić) z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w zdaniu „literatura nie jest dla idiotów” widzi atak na klasę nieuprzywilejowanych, definiuje tych, których rzekomo broni, w sposób wielce obraźliwy.”
    W punkt.

  • Wydaje mi się, że w całej aferze, chodzi o jedno słowo niepotrzebnie powiedziane, to naturalne dla rozmów na żywo niopatrzne „wymsknięcie” się słowa (niestety dwukrotnie w wypowiedzi ), które ma silne negatywne konotacje. Gdyby za chwilę padło słowo przepraszam nie byłoby sprawy.
    Niezręcznym jest także ze strony Mai Staśko etykietowanie osób nie czytających OT, przypisanie im miana idiotów.
    Dyskusja pokazuje w jakich bańkach pakietowgo myślenia tkwimy jako społeczeństwo.
    Poloniści (w tym np. wypowiedź Dariusza Chętkowskiego) interpretują zgodnie wypowiedź OT, na różnych poziomach. Internauci jako przejaw pogardy. Ciekawym zjawiskiem jest odwoływanie się maturzystów od wyników matury (nie zdanej lub słabo zdanej) z języka polskiego, oni domagają się często uznania braku kompetencji kulturowych, uważają, że jeśli potrafią w ogóle pisać to jest ok i matura się należy.

    Analiza dyskursu wokół tej wypowiedzi to dobry temat na doktorat.

  • Podobnie jak Pan Piotr Kłoda, ośmieliłam się w trakcie urlopu przeczytać (z przyjemnością!) 'Empuzjon’ 🙂
    Idiotka

  • Szanowny Panie
    Uważam, że Pan jako uczestnik wydarzenia ma prawo do opisu tego co zostało powiedziane przez P.T. Autorkę.
    Pohukiwania – nieprzyjazne – kierowane do Noblistki są skutkiem tego, że polską przestrzenią społeczną zawładnęli pomyleńcy i szowiniści, którzy wytrwale dążą do utworzenia wąskiego gardła historyczno-kulturowego, po którym nastąpić ma unifikacja. Niezapomniany Boy twierdził, że „Krytyk i eunuch z jednej są parafii, obaj wiedzą jak, żaden nie potrafi”; pozostaje delikatna sprawa zaliczenia pohukujących do jednej z grup. Ktoś mający zerowy dorobek intelektualny nie powinien rozpowszechniać namolnie swoich uwag, bo jest to objaw grafomanii; swoje zdanie trzeba mieć natomiast nie musi być ono właściwe, bo – jak mówił ponadczasowy Kubuś Puchatek – „kiedy jest się misiem o bardzo małym rozumku i myśli się o rozmaitych rzeczach, to okazuje się czasami, że rzeczy, które zdawały się bardzo proste, gdy miało się je w głowie, stają się całkiem inne, gdy wychodzą z głowy na świat i inni na nie patrzą”. Uważam, że tę myśl Puchatka każdy zawodowy krytyk powinien sobie kilka razy dziennie „przepowiadać” ze zrozumieniem a zwłaszcza przed naciśnięciem klawisza „wyślij”. A eunuch jaki jest każdy wie.
    Smutne jest to, że zarówno Wisława Szymborska – a poprzednio Czesław Miłosz – jak i Olga Tokarczuk, uhonorowani Noblem, nie byli i nie są uznawani jako dobro narodowe; szowiniści traktują te osoby jak „obce”.
    Okazuję się, że zabawa w głuchy telefon wciąż trwa a shitstorm łatwo wywołać mając dominującą pozycję.

  • Niektórzy państwo najwyraźniej zapałali chęcią udania się do gombrowiczowskiego parobka.

  • Ale Pan, Panie Sosnowski również nie ma żadnych kompetencji, czy zdaje sobie Pan z tego sprawę? Czy zdaje Pan sobie sprawę, że nawet niniejsza pańska wypowiedź Pana dyskwalifikuje jako osobę, która z wyczuciem potrafi używać pióra? Na portalu „Lubimy czytać” zamieściłem opinię o pańskiej powieści Apokryf Agłai, w której to wyraziłem swoje zniesmaczenie tym, że już na pierwszych stronach narobił Pan tyle byków, że skutecznie zniechęcił mnie Pan do dalszej lektury.
    Rozumiem, że to właśnie z powodu pańskiej nieumiejętności rozeznania tego, co jest błędem językowym, co błędem pisarskim, co błędem stylu a co stanowi o pretensjonalności tekstu, nie widzi Pan w Oldze Tokarczuk – podobnie jak wielu niepotrafiących krytycznie czytać – grafomanki? No ale dobra, to wasza sprawa, że daliście się nabrać temu Dyzmie literatury. Zostawmy to. Na koniec mam prośbę. Proszę przekazać swojej koleżance Oldze Tokarczuk, że są w Polsce ludzie, którzy nie mogą się nadziwić, że są jeszcze w tym kraju ludzie do tego stopnia niekompetentni, że nie widzą tych tysięcy bzdur, nielogiczności i pospolitych błędów w jej książkach i że ich zdaniem taki stan rzeczy może tłumaczyć tylko idiotyzm tychże czytelników. Słyszałem nawet takie zdanie, cytuję: „Tylko idiota zachwyca się tym, co pisze ta ciota”.

    Kornel Kiełbowicz

  • Na szczęście Pan nie musiał. Choć literacko-felietonistycznie piękne, to celowoścowo… Proszę zważyć ilu wielbicieli poezji śpiewanej Zenona M. (jeśli jakimś cudem dotrze do Pana tekstu), przebrąwszy przez niego zamyśli się i stwierdzi, że niesłusznie przyjął wypowiedź OT za potwarz. Choć może spróbuję zapytać Googla kim jest Jana Sebastiana Bacha, bo nie ma jej konta na Facebooku!

  • @Kornel Kiełbowicz – ryzykując reprymendę albo wręcz bana od Gospodarza powiem panu coś: przybranie postaci trolla nie sprawia, że przestaje się być palantem.

  • @mp3
    Dziękuję 🙂
    Nawiasem mówiąc: aż z ciekawości zajrzałem na stronę „Lubimy czytać” i przeczytałem „opinię” pana Kiełbowicza. No więc internet jednak strasznie negliżuje niektórych ludzi…
    Pozdrawiam –
    JS

  • Trzeba przy tym oddać sprawiedliwość Kornelowi Kiełbowiczowi: otóż wybitnym recytatorem jest i Nobel w tej dziedzinie wcale niewykluczony.
    https://youtu.be/jLf1wO0-9eA

  • Chciałbym przeprosić wszystkich, a w szczególności Pana Jerzego Sosnowskiego za swój agresywny komentarz.
    Miłego dnia.
    Kornel Kiełbowicz

  • @Kornel Kiełbowicz: zatem ja przepraszam za niemiłe i sarkastyczne słowa pod Pańskim adresem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Premium WordPress Themes