Może morze

To było przed laty, w oczach dziecka, wczasowisko na końcu świata, co oczywiście zwiększało jego atrakcyjność: jedenaście godzin jazdy pociągiem (a jeśli następowało opóźnienie, to i więcej…) czyniło wyjazd na wakacje poważnym wydarzeniem, prawdziwą Ekspedycją, z której nie tak łatwo wrócić. Więc i jeździło się na dwa miesiące, osiem sążnistych turnusów. Nie da się już zrobić kontreksperymentu i nigdy się nie dowiem, czy gdybym w tym czasie spędzał lato gdzie indziej, mój sentyment grzecznie przykleiłby się do…

Czytaj dalej…

To nie mecz

Dwutygodniowa detoksykacja polegająca na tym, że podczas urlopu nie zagląda się (prawie) do internetu, rzuca tylko okiem na najważniejsze wiadomości, przynosi wiele korzyści. Nie ma się czasu ani ochoty śledzić mrowia podniecających doniesień o tym, że pan B. powiedział coś głupiego (jakby kiedykolwiek odzywał się mądrze), pan K. znowu użył poetyki insynuacji („są środowiska, które…”), a pani P. jak zwykle zelżyła kogoś w konwencji źle wychowanej przekupki z lokalnego targowiska. Niewiedza o tym wszystkim –…

Czytaj dalej…

Dzwony i trąbki

„Nie pytaj o to, komu bije dzwon: bije on tobie”. Ten cytat z Johna Donne’a, mojemu pokoleniu znany przede wszystkim jako motto powieści Ernesta Hemingwaya, ledwie uniknął losu zdania z wiersza ks. Twardowskiego o kochaniu ludzi, którzy szybko odchodzą. Oba dotykają powszechnych naszych doświadczeń. W obu jest ta sama mądrość, uderzająca – skoro się już ją wyraziło – każdego. Więc ten cytat przypomniał mi się nagle, kiedy usiadłem, żeby napisać coś o Tomaszu Stańce. Nie…

Czytaj dalej…

Ty, co Rzym wpośród Rzyma chcąc baczyć pielgrzymie…

Z Rzymem jest chyba jak z Barceloną: prawie wszyscy już tam byli przede mną. Co innego Bruck an der Mur albo Lannach, dwie austriackie miejscowości, w których nocowaliśmy po drodze (w Bruck – tam, w Lannach – z powrotem), żeby nie jechać samochodem 1700 km bez przerwy. Rzym? Och, co za banał. Ale Lannach? Czy ktoś z Państwa odwiedził Lannach albo Bruck? To dopiero egzotyka! (Syrenka w Bruck an der Mur) To żarty, ale kryje…

Czytaj dalej…

Podróżować jest…

Podróżowanie niesie w sobie ryzyko zmian. Nie tylko dlatego, że doświadczenia mogą nas przeobrazić. Także dlatego, że nie zawsze udaje się wrócić do świata, który się opuściło. Bo zniknął ktoś ważny i już go więcej nie będzie. A od dawna był tego świata istotnym składnikiem, choć – jak to bywa w przypadku rzeczy zanadto oswojonych – jego oczywistej obecności już prawie nie dostrzegaliśmy. Dopiero pustka ją przywróciła. Podczas tego mojego wyjazdu zniknęły dwie takie osoby….

Czytaj dalej…

Przestroga (oby przedwczesna)

Kiedy ludzie z mojego pokolenia obserwują to, co się obecnie w Polsce dzieje, miewają skojarzenia z PRL-em. Ja oczywiście również. Niestety ostatnio wśród tych skojarzeń, pozwalających rozpoznać mentalność totalitarną w szeregach rzekomo skrajnie antykomunistycznej władzy, pojawiło się inne, nieprzyjemne. Były późne lata 80. W pewnym ośrodku przemysłowym w środkowej Polsce wybuchł strajk, po którym wyrzucono z pracy kilkanaście osób. Pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego postanowili wtedy zrzucić się na stypendia dla prześladowanych robotników; miało je rozdysponować tamtejsze…

Czytaj dalej…

W oczekiwaniu na „Eter”

Wyjazd na Mazury uniemożliwił mi skorzystanie z miłego zaproszenia na prywatny (na razie) pokaz najnowszego filmu Krzysztofa Zanussiego. Znajoma nie tylko facebookowa (z którą politycznie obecnie chyba wszystko mnie różni, a mimo to odczuwam do niej sympatię i szacunek – rzadka i przez to cenna kombinacja), czyli Agnieszka Romaszewska, napisała na FB, że „Eter”, bo taki tytuł nosi film, to „może jeden z lepszych w dorobku Reżysera”. Znając jedynie scenariusz i to niekoniecznie w ostatecznej…

Czytaj dalej…

Wspomnienie tylko z pozoru futbolowe

Jeszcze nie wiem, co wyniknie z meczu Polska-Kolumbia 24 czerwca. Podejrzewam, że nic (wyobraziłem sobie zmobilizowaną drużynę, która robi Kolumbii to, co Meksyk zrobił Niemcom, ale kiedy usłyszałem, że spotkanie będzie rozgrywane w upale, to mi przeszło). Ale nie mądrzę się; starczy tych domorosłych specjalistów od futbolu w naszym kraju. Wolę opowiedzieć scenę, która ludzi, urodzonych znacznie później ode mnie, ma prawo rozdrażnić. Ale coś za coś; na co dzień to przecież ja Wam zazdroszczę….

Czytaj dalej…

Zimna wojna

Oglądanie filmu, który otrzymał jedną z najważniejszych nagród światowego kina (w Cannes za reżyserię), a jego polskiej premierze towarzyszyły zgodne wyrazy entuzjazmu recenzentów, jest sytuacją kłopotliwą. Pojawiają się w widzu oczekiwania, wyobrażenia, jakie i o czym to ma być, żeby w moim, widza, poczuciu nagroda i entuzjazm były uzasadnione. Dzieło stoi nieomal na straconej pozycji. Z drugiej strony, niezgodnie z wieloletnią już zasadą, nie chciałem czekać na wydanie dvd, tylko poszedłem do kina. Byłem zwyczajnie…

Czytaj dalej…

Irlandia

W referendum irlandzkim wygrali zwolennicy pro-choice. Oczywiście szału dostała nasza paleoprawica. Ale i Watykan, zdaje się, zareagował na to nerwowo. Aborcję, jak to kiedyś tu tłumaczyłem, mam za czyn drastyczny i moralnie dwuznaczny. Ale też trudno uwierzyć, że kobiety decydują się na niego ot, tak sobie. Zazwyczaj jest to efekt klasycznej sytuacji tragicznej, kiedy naprzeciw siebie stają dwie równorzędne wartości. Wybór, który zwolennicy opcji „pro-life” chcą uważać za jedyny możliwy, to heroizm. Prawo nie może…

Czytaj dalej…

Premium WordPress Themes