Jedna z internetowych pokus

Formułowanie myśli nieraz na próbę, żeby zobaczyć, jak wyglądają z zewnątrz – a tak myślę często o tym blogu, prowadzonym już od 13 lat – powinno pozwalać na nabranie do nich dystansu. Więc skoro jedna, z której bardzo dawno temu już się tutaj chyba zwierzałem, nie daje mi znowu spokoju, to znaczy, że egzorcyzm nie pomógł. Może pomoże teraz, za drugim razem. Trudno tę myśl uchwycić, leży ona na polu minowym. Więc najpierw wstęp. W…

Czytaj dalej…

Po procesie

Wczoraj zakończyła się sprawa, jaką wytoczyłem przed Sądem Pracy Polskiemu Radiu o bezprawne zwolnienie. Sąd przyznał mi rację i skazał mojego ex-pracodawcę na zapłacenie mi trzykrotności mojej miesięcznej pensji wraz z odsetkami. Wyrok jest (jeszcze) nieprawomocny. Mówiąc nawiasem: mogłem starać się o wyższe odszkodowanie, ale prawo jest u nas takie, że musiałbym wtedy wraz z pozwem złożyć w sądzie wadium. Zwyczajnie nie było mnie na to stać. Wiele osób z okazji tej wygranej mi gratulowało….

Czytaj dalej…

Daremność lata i brak krokodyli

Kilkanaście lat wcześniej, zanim na studiach dowiedziałem się (z książki Eliadego) o koncepcjach czasu linearnego i kolistego, czułem, że lato – czy raczej po prostu: wakacje – to bardzo specjalny okres roku. Wydaje mi się, że początkowo wyjeżdżałem z Warszawy z doświadczeniem prostej ekscytacji: na pewno stanie się coś niezwykłego. Ale ponieważ dość szybko zaczęliśmy z rodzicami jeździć w te same miejsca (początkowo do Żegiestowa, potem do Kołobrzegu), do tej nadziei na jakieś Przygody dołączyło…

Czytaj dalej…

Książka nie z tej ziemi

Mam wrażenie, że ostatnia książka, na którą tak niecierpliwie czekałem, to były „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk. No dobrze, trochę rozwodnię ten komplement: nie o wszystkich przecież książkach, które mają się ukazać, wiem, zanim zobaczę je w księgarni. Ale w tym akurat przypadku naprawdę mnie męczyło, że „Lem. Życie nie z tej ziemi” Wojciecha Orlińskiego ma premierę, a ja jestem w Szwajcarii. Dziś udało mi się ją kupić i… właśnie ją skończyłem. Z Wojtkiem znamy się…

Czytaj dalej…

Rozglądając się po powrocie

Byłem przez trzy tygodnie w Szwajcarii. Kontakt z ojczyzną miałem ograniczony, bo transfer danych poza UE kosztuje duże pieniądze, w każdym razie jak dla mnie. Uroczy gospodarze, u których mieszkałem – polsko-niemieckie małżeństwo – mieli wprawdzie TVN24, więc o tym, co się w Polsce działo, mniej więcej wiedziałem. Choć bez szczegółów. Z pespektywy Europy Zachodniej i ludzi, którzy tam żyją, „dobra zmiana” wygląda bodaj jeszcze gorzej, niż stąd. Lider przemian w Europie Wschodniej stał się…

Czytaj dalej…

Przodek +

Tyle się mówi o potrzebie pamięci – osobistej i zbiorowej – a przecież dzieje naszych rodzin znikają nam z oczu naprawdę szybko, zaledwie po kilku pokoleniach. Pisząc „nam” mam na myśli wielu ludzi; nie umiem powiedzieć, większość czy nie. Krótki sprawdzian: kto jest w stanie powiedzieć cokolwiek o którymś ze swoich prapradziadków? Żadnych póz Katona, mówię również o sobie. Tak to bywa. Mnie uratowali krewni z Łodzi, którzy w latach osiemdziesiątych przekazali rodzicom, a oni…

Czytaj dalej…

Trochę (?) goryczy

Po poprzednim wpisie odezwał się na FB mój dobry znajomy, pan Jarema, który napisał między innymi tak: Pisze Pan, Panie Jerzy, że zniechęcenie do „naziemnego personelu” pozwala Panu docenić sformułowanie Durrella, jakoby 2/3 Błogosławieństw to żarty. No ale po pierwsze to Chrystus jest autorem, a nie Jego naziemny personel. A po drugie – czy to zniechęcenie naziemnym personelem to faktycznie rozczarowanie księżmi jako takimi czy jakimiś pojedynczymi postaciami, które głośno gardłują w telewizorze, jakimiś Międlarami…

Czytaj dalej…

Kilka powieści przeczytanych w głuszy

Powoli kończy się nasz coroczny pobyt na Mazurach. Jak zwykle dwa tygodnie spędziliśmy z dala od wydarzeń bieżących, bez gazet, zaledwie z zaglądaniem do internetu – głównie na facebook i głównie po to, żeby się przekonać, że wcale nam się nie spieszy z powrotem. W sposób groteskowy dla osób bardziej usportowionych zapadliśmy się w tysiące stron lektur: zaszyci w miejscu, gdzie wrony zawracają, a psie szczekanie spod ogonów się dobywa, najpierw czytaliśmy gorączkowo kryminały, jeden…

Czytaj dalej…

Prywatne i publiczne

Tak, wiem, że ten tekst będzie odebrany jako obrona „swojego” przed „nieswoimi”. Ale chciałbym przynajmniej niektórych z PT Gości tej strony skłonić do refleksji poza kontekstem politycznym, czy, jeśli wolą, towarzyskim (owszem, ksiądz Sowa jest moim znajomym… z Facebooka). Właściwy kontekst będzie, a jakże, filologiczny. Czy pamiętają Państwo swój pierwszy występ publiczny? Może jakieś przemówienie na szkolnym apelu, albo prezentacja w firmie, albo choćby uroczysty toast na weselu ciotecznego brata? Denerwowaliście się, prawda? DLACZEGO? Podpowiem:…

Czytaj dalej…

Nic politycznego!

Sięgam dzisiaj po „Gazetę Wyborczą”, a tam na pierwszej stronie zajawka artykułu ze środka: „Boli? Polak sięga po tabletkę”. Gdyż, jak wiadomo, taki Portugalczyk siada wtedy na rower i jedzie do wegańskiej knajpy, marząc o elektrowni wiatrowej, którą zacznie stawiać przed domem, jak tylko wróci. Wziąć na ból tabletkę? Co za pomysł! Ja wiem, chodzi o ketonal bez recepty. Ale ważny jest kontekst. A „Wyborcza”, przy wszystkich swoich zaletach, jak kwoka przygarnęła już dawno ludzi,…

Czytaj dalej…

Premium WordPress Themes