Rzeka. Notatki znad brzegu

Po czterdziestu dwóch latach (!) wróciłem sobie do „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej. Pierwszy raz sięgnąłem po tę powieść znając już chyba film Antczaka – przebicie się w wieku lat szesnastu przez pięć tomów gęstej prozy zawdzięczam prawdopodobnie silnym wrażeniom, wyniesionym z kina. Zdaje się, że pomogła mi też choroba: złapałem późną zimą jakieś zapalenie oskrzeli, z tego powodu przez dwa tygodnie siedziałem w domu i lektura powieści-rzeki mogła mi wypełniać całe dni. Mój własny…








