Rzeka. Notatki znad brzegu

Po czterdziestu dwóch latach (!) wróciłem sobie do „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej. Pierwszy raz sięgnąłem po tę powieść znając już chyba film Antczaka – przebicie się w wieku lat szesnastu przez pięć tomów gęstej prozy zawdzięczam prawdopodobnie silnym wrażeniom, wyniesionym z kina. Zdaje się, że pomogła mi też choroba: złapałem późną zimą jakieś zapalenie oskrzeli, z tego powodu przez dwa tygodnie siedziałem w domu i lektura powieści-rzeki mogła mi wypełniać całe dni. Mój własny…

Czytaj dalej…

Mowa trawa – krótki kurs

„Mową trawą” nazywano w okresie tzw. odwilży (1955-1957) wypowiedzi, do tego stopnia nasycone zideologizowanym użyciem języka, że w praktyce nie odnosiły się one w ogóle do rzeczywistości. Stanowiły pusty semantycznie rytuał, zgłaszający przynależność mówiącego do obozu władzy i zrywający możliwość rozmowy – bo przedmiot tej rozmowy został schowany pod warstwą frazesów. Jako filolog zachwyciłem się (na swój sposób) klasycznym użyciem „mowy trawy” we współczesnym oświadczeniu – tak jest ono wzruszająco jasnym, dydaktycznie bezcennym przykładem tej…

Czytaj dalej…

Rachunek sumienia (samoobroną podszyty)

Krytyka, która spadła na Kościół katolicki w Polsce, objęła, może nawet paradoksalnie przede wszystkim, środowiska „katolików otwartych”. Zarzuca się nam (im? – chwilami sam już nie wiem, gdzie moje miejsce, ale jeśli atakują, to jednak NAS), że współtworzyliśmy zmowę milczenia wokół pedofilów w sutannach, że szminkowaliśmy zbrodniczą mafię czarnych swoimi rojeniami o chrześcijaństwie jako humanizmie, że skoro nic nie zrobiliśmy, to jesteśmy współwinni. A jeśli brzękniemy, że niezależnie od kryzysu moralnego INSTYTUCJI,  w chrześcijaństwie znajdujemy…

Czytaj dalej…

Eksperyment na Myśliwieckiej: wyniki

Najnowsze doniesienia z radiowej Trójki budzą gniew i smutek. Nie, nie zmieniłem zdania: mianowanie Kuby dyrektorem miałem za ruch pozorny, do-wyborczy, i dziwiłem się koleżankom i kolegom, że zachowują się tak, jakby widzieli to inaczej. Czy nie było jasne, że bez zasadniczych zmian w zarządzie Polskiego Radia, a tak naprawdę w ustroju mediów publicznych, a jeszcze bardziej naprawdę w całej Polsce, nie ma co wracać na pogorzelisko? Z drugiej strony nigdy dość powtarzać, że w…

Czytaj dalej…

Eseik dla Eleny (długi)

Kiedy spotykam się z Belgiem, Kolumbijczykiem albo Marokańczykiem, jesteśmy sobą, nie przedstawicielami narodów. Ta oczywistość znika w momencie, gdy ja, Polak, spotykam się z ludźmi z dwóch, trzech, może czterech krajów: z Rosji, z Niemiec, z Ukrainy i z Izraela. Chyba nigdy nie czuję tak silnie nacisku historii, jak wtedy. Problem antysemityzmu, Wołyń, II wojna światowa i relacje polsko-radzieckie istnieją w nas obiektywnie, chciane czy niechciane. Trzeba wówczas odnieść się jakoś do roli Reprezentanta Narodu….

Czytaj dalej…

Powyborcza rekapitulacja

Zbierając myśli w punktach: Namawiałbym, żeby nie mówić, że „wygrała demokracja”. Jednym z warunków demokratycznych wyborów jest rzetelna praca mediów publicznych. Wobec nieustającej i doprawdy bezprecedensowej propagandy TVPiS, zniechęcającej do kandydata opozycji, nie wygrała żadna demokracja, tylko propaganda. Ale przyjęliśmy te warunki. Prawdę mówiąc nie mieliśmy wyjścia: bojkot TEJ edycji wyborów oznaczałby powiedzenie jasno, że PiSu nie odsunie się od władzy inaczej, niż za pomocą „kryterium ulicznego”. A to byłoby przedwczesne. Choć, uczciwie mówiąc, jestem…

Czytaj dalej…

Przewodniczka po „Apokryfie…”

Dzięki sieciowemu znajomemu dowiedziałem się, że ukazała się książka pt. „Powieść dziś. Teorie, tradycje, interpretacje”. Znajduje się w niej, wśród innych, artykuł prof. Jeleny Kozminy „Powieść jako tygiel kulturowy. Apokryf Agłai Jerzego Sosnowskiego a fantastyka przygodowo-filozoficzna XX wieku” (przeł. Anna Skubaczewska-Pniewska i Justyna Tuszyńska). Oczywiście, że go przeczytałem, nie tylko dlatego, że Jelenę poznałem jakiś czas temu i się zaprzyjaźniliśmy (ale wydaje mi się, że jej tekst powstał nieco wcześniej). Autorzy książek dzielą się, jak…

Czytaj dalej…

Wielkość i małość Rosji – kolejny przypadek

Czytam, że Kirył Srebrennikow, rosyjski reżyser (twórca m.in. wspaniałego filmu „Lato” o Wiktorze Coju) w najwidoczniej sfingowanym procesie został skazany na trzy lata więzienia w zawieszeniu (oskarżyciel żądał sześciu lat w kolonii karnej).               Oto cała dwuznaczność Rosji: fascynująca, wyrafinowana kultura, źródło zupełnie nadzwyczajnych dokonań artystycznych i filozoficznych, w tym jednej z najgłębszych filozofii wolności (Bierdiajew) – i właściwie od zarania nowożytności tyrania, skierowana nie tylko przeciwko sąsiadom, ale także przeciwko sobie samej. Jakby dotknął…

Czytaj dalej…

Dreszcze teatralne – część druga

Wracam do najbardziej poruszających spektakli teatralnych, które widziałem. To będzie druga szóstka (ale kolejność jest mniej więcej chronologiczna, nie oznacza „miejsca w rankingu”; to nie box office). Skoro poprzednią część skończyłem na „Wielopolu, Wielopolu” Tadeusza Kantora, to tę powinienem zacząć od „Umarłej klasy”. Kantor i jego aktorzy przygotowali ją cztery lata przed „Wielopolem”, ale ja obejrzałem ją później. Teatr Cricot 2 znów przyjechał do Warszawy, znów do sali klubu Stodoła na Batorego. Kupiłem od razu…

Czytaj dalej…

Dreszcze teatralne – część pierwsza

Pandemia sprzyja rozmaitym fejsbukowym łańcuszkom: internauci wymieniają najważniejsze książki w życiu, najważniejsze płyty, najważniejsze filmy… Uderzyło mnie, że choć od początku lockotu minęły właśnie trzy miesiące, jak dotąd nie pojawił się w tych zestawieniach teatr. Wiem, wiem, że to sztuka ulotna („Teatr to sztuka ulotna… ulotna, jak się okazuje, z dymem” – rzucił na naszym seminarium magisterskim skłonny do czarnego humoru prof. Andrzej Makowiecki kilka dni po pożarze Teatru Narodowego w 1985 roku). Wspomnienia po…

Czytaj dalej…

Premium WordPress Themes