Czas nasycony

(Zabierając się za lekturę książki Ewy Winnickiej i Cezarego Łazarewicza „1968. Czasy nadchodzą nowe”) Przypomniało mi się nagle, że wiosną 1979 roku, siedemnastoletni, machnąłem w zeszycie w linię powieść. Pal sześć tytuł, ważne, że przedostatni, zdaje się, rozdział, nosił tytuł „Muzeum lat sześćdziesiątych”. Bohaterowie tej książki, moi ówcześni rówieśnicy – licealiści, odwiedzali w nim zbuntowanego kolegę i odkrywali, że w pokoju (jedynak miał pokój na własność) zgromadził on stare plakaty Czerwonych Gitar, Czerwono-Czarnych i Skaldów,…

Czytaj dalej…

Weekendowe porządki

Co jakiś czas staram się obecnie porządkować myśli, które w ciągu minionych dni zdążyły zmienić status z „oczywistości-które-wszyscy-podzielają” na „jeżeli-wszyscy-myślą-inaczej-niż-ja-to-wszyscy-się-mylą”. Kilka kolejnych – dzisiaj: Choćby pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej był dziełem sztuki tak wybitnym, że wprost zwalającym z nóg (a nie jest), pozostanę przeciwnikiem jego wzniesienia – przynajmniej na Placu Piłsudskiego i w dającym się przewidzieć czasie. Mój sprzeciw jest tak stanowczy, że nie oburza mnie nawet wypowiedź radnego PO, zapowiadająca zburzenie pomnika, jak tylko PiS straci władzę…

Czytaj dalej…

Paskudzą wszystko

Nie lubię używać wielkich słów. Nie dlatego, że samych wielkich słów nie lubię. Przeciwnie. Należy im się szacunek i ostrożność w użyciu. Wielkie słowa wypowiadane z byle okazji wycierają się, banalizują; budząc emocje, potrafią na dłużej skleić się z niewłaściwymi kontekstami i przez to stracić swoje pierwotne znaczenie. A my zostajemy niemi, kiedy potem chcemy naprawdę powiedzieć o czymś istotnym. Czytam w dzisiejszej prasie: Mając do wyboru zaprzeczanie wartościom, w które wierzę, zaprzeczanie własnym poglądom…

Czytaj dalej…

Jeszcze raz na temat obecnej awantury

Liczba głosów jawnie niemądrych lub/i niegodziwych przekroczyła moje wyobrażenie na temat tego, ilu może być ludzi wygłaszających podobne opinie. Jednocześnie, ponieważ wszyscy mówią naraz, mam wrażenie, że w gwarze ginie rozróżnienie na to, co jest przedmiotem sporu, i na to, co nie należy do rzeczy. Spróbuję to sobie uporządkować; a jeśli komuś to pomoże, będę się cieszył. Poniższych dwadzieścia (!) punktów próbuje opisać, co wiem (niekiedy uważam lub przypuszczam) na tematy, które w ciągu tygodnia…

Czytaj dalej…

Paradoks odpowiedzialności

Co to znaczy, że „naród odpowiada za coś” lub „nie odpowiada”? Jakiego rodzaju podmiotowość wolno przypisać „narodowi”? W krajach, które nie doświadczyły utraty niepodległości, sprawa jest klarowna: tam „naród” tworzą obywatele państwa. W tym sensie np. „Naród francuski jest odpowiedzialny za wyzysk kolonizacyjny”, ponieważ PAŃSTWO francuskie miało kolonie. Ale my na przełomie XVIII i XIX wieku zostaliśmy zmuszeni do przyjęcia innej definicji narodu, niż „naród polityczny”, bo inaczej musielibyśmy stać się Rosjanami, Austriakami, Prusakami. Od tamtej…

Czytaj dalej…

Nie z każdym, nie o wszystkim

Tadeusz Miciński napisał kiedyś (w dramacie „Kniaź Patiomkin”, jeśli dobrze pamiętam): „Ludzi, którzy chcą być niewolnikami, nie można uczynić wolnymi”. Zastanawiam się, jak przekształcić ten aforyzm, żeby nazwać inne nasze współczesne doświadczenie (choć chyba pokrewne). Może: „Ludzi, którzy z góry wiedzą, że mają rację, nie można zaprosić do rozmowy”? To już nie takie zgrabne, niestety. Co więcej, ma mniejszą siłę retoryczną, bo jest z pozoru obosieczne. To zabawne: najbardziej fanatyczni posiadacze (wedle własnego rozeznania) Obiektywnej…

Czytaj dalej…

We mgle

Już dwa tygodnie mijają od początku tego roku, a na moim blogu – nic nowego. Wzięło się to chyba głównie stąd, że, jak nigdy dotąd, zrobiłem noworoczne postanowienie: obiecałem sobie mianowicie, żeby w 2018 roku pisać tradycyjny dziennik. Tradycyjny, a nawet konserwatywny, bo: ręcznie, wiecznym piórem, w grubym zeszycie i to koniecznie codziennie. Nie journal intime, ale taki, którego znalezienie kiedyś przez kogoś nie będzie przyprawiało o rumieniec i bicie serca. Ale z drugiej strony…

Czytaj dalej…

Ty też?

Sprawdziłem, że poruszanie tego tematu to proszenie się o bęcki. Jednak ponownie zaryzykuję i zwrócę nieśmiało uwagę na ewolucję, czy raczej degenerację, jakiej w ciągu paru tygodni uległa akcja #metoo. Otóż zaczęła się ona (w Polsce) od wstrząsających świadectw kobiet, które doświadczyły molestowania i/lub dyskryminacji ze strony mężczyzn. Było to straszne i zarazem społecznie potrzebne. Ujawniały się OFIARY. Tyle, że w pewnej chwili zaczęło się ujawnianie po nazwisku SPRAWCÓW. Usprawiedliwienie tej zamiany na mnie samym…

Czytaj dalej…

Lukrowana godzilla

Wyznaję: kiedy dawno temu wyobrażałem sobie niezobowiązująco, jakie mogłyby być wizualne następstwa odzyskania suwerenności przez Polskę, o ile taki szczęśliwy fakt naprawdę by nastąpił (realnie zacząłem na niego liczyć chyba dopiero wiosną 1989), pierwszą rzeczą, jaka mi przychodziła do głowy, była rozbiórka Pałacu Kultury. Co mam do zarzucenia tej paskudzie, szpecącej moje miasto? Logiczna kolejność argumentów przedstawia się następująco. Jeśli budynek jest: (a) brzydki jak nieszczęście i dominuje nad panoramą miasta; (b) blokuje swoją masą…

Czytaj dalej…

Lwice jako ofiary

Janusza Rudnickiego znam niezbyt dobrze. Spotykaliśmy się jeszcze w latach 90. na jakichś imprezach literackich. Potem przez jakiś czas wynajmował mieszkanie po przeciwnej stronie ulicy i zaprosił mnie i Ukochaną na „parapetówę” (było zresztą miło). Zawsze budził moje mieszane uczucia. To było kłopotliwe drażnienie mojej miłości własnej, bo trwam w nadziei, że mam poczucie humoru i towarzysko jestem dość obyty. Ale bystrzak, który zakładał (zresztą moim zdaniem słusznie), że najśmieszniejsze są dowcipy, z których nie…

Czytaj dalej…

Premium WordPress Themes