Usprawiedliwienie

Milczę już bodaj drugi tydzień, co może stwarzać wrażenie, że się z Ukochaną byczymy gdzieś po górach, dolinach, hej! A tu nic z tych rzeczy: Darek Bugalski pojechał na urlop i prowadzę wszystkie, jak leci, Kluby Trójki, od poniedziałku do czwartku, równocześnie zaś przywiozłem z Krakowa wydruk mojej powieści po adiustacji i siedzę nad nią, zastanawiając się nad proponowanymi poprawkami, pisząc lepsze wersje poszczególnych zdań i planując korektę zakończenia – w wyniku krakowskich rozmów bowiem…

Czytaj dalej…

Jeszcze jedna riposta

Nie potrafię odpuścić Spectatorowi polemiki (patrz: Jego komentarz pod poprzednim wpisem), choć doceniam elegancję znacznej części Jego wywodu. Jak wiadomo, w Internecie zazwyczaj każda dyskusja przeradza się w pyskówkę, znaczoną inwektywami, więc odstępstwa od tej zasady należy podkreślać i sławić. Ufam przy tym, że niewielka liczba wpisów pod moją notką pt. „Wróciłem. Problem bacy” wiąże się z porą wyjazdów wakacyjnych, a nie z faktem, że zostaliśmy osamotnieni w naszym zapale do dyskusji okołoreligijnych. Zwierzałem się…

Czytaj dalej…

Wróciłem. Problem bacy

Było cudownie: gorąco, słonecznie, leniwie, woda w jeziorze była aż za ciepła, do wnętrza domu wskakiwały ciekawskie, czy może oszalałe ze skwaru żaby. A książek tośmy całą bibliotekę… przeczytali. Ja między innymi „Siedmiopiętrową górę” Mertona, „Filozofię wolności” Bierdiajewa (wreszcie porządnie) i tom wykładów Halika „Wzywany czy niewzywany Bóg się tutaj zjawi”, a też i parę kryminałów, ale że słabe, więc tytuły pominę. Udało się obejrzeć sporą część meczów Mundialu – Ukochana wciągnęła się w kibicowanie…

Czytaj dalej…

Wakacje!

Jutro o tej porze spodziewam się, wyjrzawszy przez okno, zobaczyć jezioro… Ale nim to nastąpi, jeszcze tych parę słów, pewnie dość chaotycznych, bo noc zapada, a dzień, jak to przed wyjazdem, był zabiegany.     W komentarzach do poprzedniej notki zjawiło się pytanie emce, czemuż to brak tu jakichś uwag o Świętym Mundialu – i wprawdzie riposta Łukasza, że z tej przyczyny, iż nie jest to blog Jerzego Pilcha, rozbawiła mnie setnie, to jednak dodam…

Czytaj dalej…

Trochę świeżego powietrza

    Już dawno obiecywałem, że napiszę coś o książce ks. prof. Tomasza Halika. Więc może teraz: odetchnijmy trochę świeżym powietrzem. Mroźnym powietrzem Antarktydy, przejrzystym powietrzem świętej góry Hiei w pobliżu Kioto, powietrzem leśnej głuszy nad Renem, ale i rozpalonym powietrzem egipskiej pustyni. „Co nie jest chwiejne, jest nietrwałe” to osobliwa kombinacja książki podróżniczej, rozprawy teologicznej i zeszytu medytacji, wiodąca po rozmaitych bezdrożach świata. Co prawda od wczoraj na półce czekają już na lekturę następne trzy…

Czytaj dalej…

Jeszcze z Budapesztu

Podczas pobytu na targach książki w Budapeszcie (19-23 kwietnia) robiłem sobie ręczne notatki. Teraz mi ich szkoda, bo się trochę przeleżały, ale po powrocie, jak to często bywa, miałem masę rzeczy do „nadgonienia” i nie miałem kiedy zająć się dziennikiem. Więc niech tu się teraz pojawią. Takie notatki: [środa] Przeglądam zakamarki pamięci, zestawiam w myślach daty i niezmiennie wyliczam, że jestem w Budapeszcie czwarty raz. A potem widzę nagle jakiś dom, skrzyżowanie, skwer, twarze pochylone…

Czytaj dalej…

Tallis na Święta

    Jak to brzmiało w monologu śp. Krzysztofa Litwina w Piwnicy Pod Baranami: „jestem wrażliwy na śpiew i inne hałasy”. Ale przyznam, że rzadko mi się zdarza, żeby przesłuchując płytę w sklepie poczuć wzruszenie – może nie aż na granicy łez, znajmy miarę i trzymajmy formę, ale w każdym razie na tyle duże, żeby znajdować się przez tę chwilę Zupełnie Gdzie Indziej. A wszystko za sprawą kompozytora sprzed pięciuset lat, o którym, prawdę mówiąc,…

Czytaj dalej…

Ostatnia prosta

Znooowu dwa tygodnie milczenia! Gdzie te czasy, kiedy pod starym adresem bywało (z rzadka), że zapisywałem notki codziennie! Ale mam poważne usprawiedliwienie. Lepsze niż zwolnienie od rodziców, niż L-4, niż wezwanie do sądu. Otóż jestem naprawdę na ostatniej prostej: jeszcze dziesięć, dwanaście stron i będę miał skończoną powieść. To w praktyce oznacza jakieś trzy, cztery wolne przedpołudnia. Których, nawiasem mówiąc, akurat ostatnio znowu mi brakuje. Ale przecież już były. Już został złapany tzw. rytm pracy….

Czytaj dalej…

O „Niebieskim”

Napisała do mnie MW przypominając, że na koniec Klubu Trójki, w którym rozmawiałem o twórczości Kieślowskiego, napomknąłem, że może na stronie internetowej wyjaśnię – czego nie zdążyłem zrobić podczas audycji – dlaczego tak lubię jego film pt. „Niebieski”. Rzeczywiście jest tak, że do tego filmu mam stosunek szczególny. Ta szczególność polega nie tylko na tym, że rzadko kinu zawdzięczam tak głębokie przeżycie, ale także na tym, że rozumiem (jak mi się wydaje), dlaczego wielu ludzi…

Czytaj dalej…

Mój Nietzsche

Znów długa przerwa w pisaniu dziennika. Trzytygodniowa. Ale ja po prostu zajmuję się obecnie kradzieżą czasu. Z punktu widzenia racjonalnego planowania dobę mam wypełnioną „po wrąbki”. Menisk wypukły się robi, ot co. Tymczasem staram się pisać powieść. Kończyć powieść. Zawiązywać poszczególne wątki, wysmażać puenty. I robię to, podwędzając czas tym wszystkim innym zajęciom, które mają metki z napisem „oblig”, „konieczność”, a nawet „minimum przyzwoitości”. Wyskubuję w ten sposób około trzech godzin dziennie, raz na dwa-trzy…

Czytaj dalej…

Premium WordPress Themes